La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
(Tylko) dwa koty

Choć już od czwartku jestem w Polsce, trudno mi znaleźć czas na pisanie. Tyle mam Wam do opowiedzenia, a tymczasem opracowuję próbki tłumaczeń około 10 książek, które chciałabym przedstawić kilku polskim wydawnictwom. Niektóre z nich chodzą za mną już od kilku lat, inne zaś to nowości.

Poza tym szukam nowej pracy, w związku z czym spędzam sporo czasu w internecie, a w każdym razie przed komputerem, przygotowując różne wersje życiorysów i listów motywacyjnych. Nic się nie zmieniło, na początku września wracam do Anglii, do psa i kota, a przede wszystkim do Pana Obrażalskiego.

Miało być o Prowansji, a w zamian za to pojawią się dwa prowansalskie koty. Tylko dwa, bo reszta nie miała czasu, spiesząc się gdzieś o poranku, lub nie przejawiała ochoty na bliskie spotkania z aparatem. 

 

 


18:13, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Pół chleba i kiszony ogór

Jeśli jutro wtorek, to mam przed sobą jeszcze kilka porannych godzin na papieski pałac w Awinionie i słynny most, z którego pozostało do dzisiaj trzy czwarte i dziura. Za przyjemność tę przyjdzie mi wysupłać z portfela 15 euro, ale czego się nie robi dla sztuki i historii. No bo jak to, spędzić miesiąc w Prowansji i nie być na moście w Awinionie?

A potem już tylko niecałe trzy godziny podróży TGV relacji Avignon - Paryż, a na końcu już tylko ja i Paryż nocą. Ja i znajomkowie. Ja, środa i Paryż. 

W czwartek będę z kolei w Poznaniu. 

Do końca sierpnia.

A potem będzie pół chleba i słoik kiszonych ogórków na jedno posiedzenie.

Prowansja Prowansją, Paryż Paryżem, ale takiego chleba i kiszonych ogórków nie mają. 

Żegnajcie, sery, wino, figi i oliwki, żegnajcie, bagietki i rogaliki, żegnajcie, prowansalskie specjały!

Drodzy czytelnicy, do usłyszenia w Polsce! 

22:14, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 lipca 2011
Jestem do niczego / Bonne à rien

Dawno już nie było tu żadnych francuskich cytatów czy fragmentów książek. Ten poniżej doskonale oddaje mój obecny stan ducha, który nie opuszcza mnie już od kilku miesięcy.

Jedną z moich dość długo ukrywanych tajemnic jest fakt, iż od kilku lat cierpię na depresję. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Tym razem jest naprawdę źle.

Dobiega końca mój pobyt w Prowansji, który z założenia miał mi pomóc, ale nie pomógł. Nie były to wakacje, ale bardzo pracowicie spędzony miesiąc. W przyszłą środę wracam do Anglii. Żałuję, że nie udało mi się pojechać ani do Arles, ani do Orange, Nimes czy St-Remy-de- Provence. 

W kolejce czekają zdjęcia z Bretanii, potem może uda mi się sporządzić kilka ciekawych wpisów o Awinionie.  Jeśli uprzejmie zezwoli na to Pani Depresja. 

Je passe bien un vilain moment. Tous les livres me dégoûtent. Je ne fais rien. Je m'aperçois plus que jamais que je ne sers à rien. Je sens que je n'arriverai à rien, et ces lignes que j'écris me paraissent puériles, ridicules, et même, et surtout, absolument inutiles. Comment sortir de là? J'ai une ressource: l'hypocrisie. Je reste enfermé des heures, et on croit que je travaille. On me plaint peut-être, quelques-uns m'admirent, et je m'ennuie, et je bâille, l'oeil plein des reflets jaunes, des reflets de jaunisse de ma bibliothèque. J'ai une femme qui est un fort et doux êtreplein de vie, un bébé qui illustrerait un concours, et je n'ai aucune espèce de force pour jouir de tout cela. Je sais bien que cet état d'âme ne durera pas. Je vais ravoir des espérances, de nouveaux courages, je fais faire des efforts tout neufs. Si encore ces aveux me servaient! Si plus tard je devenais un grand psychologue! Mais je ne me crois pas en puissance assez de vie. Je mourrai avant l'heure, ou je me rendrai, et je deviendrai un ivrogne de rêverie. Mieux vaudrait casser des pierres, labourer des champs. Je passerai donc ma vie, courte ou longue, à dire: mieux vaudrait autre chose. Pourquoi ce roulis de notre âme, ce va-et-vient de nos ardeurs? Nos espérances sont comme les flots de la mer: quand ils se retirent, ils laissent à nu un tas de choses nauséabondes, de coquillages infects et de crabes, de crabes moraux et puants oubliés là, qui se traînent de guingois pour rattraper la mer. Est-ce assez stérile, la vie d'un homme de lettres qui n'arrive pas! Mon Dieu, je suis intelligent, plus intelligent que bien d'autres. C'est évident, puisque je lis sans m'endormir "La tentation de saint Antoine". Mais cette intelligence, c'est comme une eau qui coule inutile, inconnue, où l'on n'a pas encore installé un moulin. Le trouverai-je jamais?

(Jules Renard, Journal)

13:52, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 marca 2011
Tego jeszcze nie było!

Wyróżniona przez autorkę bloga Ma vie avec Sacha, przyłączam się do zabawy.

Z cyklu: tajemnice i długo skrywane sekrety. Będzie ich więcej niż siedem.

1. Mam 167 cm wzrostu, noszę ubrania od 38 po 40 oraz biustonosz w niesłychanym rozmiarze 70 FF. Chętnie oddam część cycków w zamian za miseczkę D.

2. Pod koniec stycznia skończyłam 31 lat.

3. Odchudzam się. Do tej pory zrzuciłam osiem i pół kilo. Przede mną jeszcze szmat drogi, czyli jakieś 10 kilo. I kupa tłuszczu do spalenia.

4. Pan Obrażalski jest z zawodu architektem, ma 186 cm wzrostu, jasną czuprynę i zupełnego bzika na punkcie swojego psa.

5. Ukończyłam polonistykę na UAM (dawno temu), w międzyczasie studiowałam romanistykę (w Strasburgu), a potem slawistykę po francusku (w Lille). Zdążyłam nawet zacząć doktorat, ale go nie skończyłam. Od dobrych paru lat zajmowałam się recepcją teatralną twórczości Gombrowicza we Francji.

6. Wśród moich najlepszych przyjaciół są sami panowie. Żadnej babki. Cóż, jakoś nie wyszło. Mam tylko koleżanki. Choć przyjaciółka by się przydała.

7. Mój pierwszy facet był kolegą ze szkolnej ławy (z innej klasy). Miałam prawie siedemnaście lat. Rzuciłam go po dwóch czy trzech miesiącach, bo był nudny i koszmarnie całował. A niedługo potem zakochałam się na zabój w pewnym studencie politechniki… I to dopiero była wielka miłość.

8. Znam trzy języki obce, z czego jeden biegle, drugi całkiem nieźle i trzeci raczkująco. W kolejności: francuski, angielski, włoski. Ach, i jeszcze kiedyś uczyłam się łaciny. Na studiach nawet tłumaczyliśmy renesansowych poetów tworzących w tym języku.

9. Nie umiem jeździć na nartach.

10. Nigdy nie byłam dobra z matematyki, więc niewątpliwie z tego powodu nigdy nie zostałam lekarzem. To było moje wielkie marzenie, które prysło już bodajże w pierwszej klasie liceum.

11. Kiedyś pisywałam wiersze. Wygrywałam różne konkursy jako nastolatka i nawet miałam swoje dzieła wydrukowane w zbiorowych tomikach. Wena twórcza przeszła mi 12 lat temu.

12. Do dziś przechowuję u rodziców w domu zawinięty w szeleszczący papier mój warkocz, obcięty za dawnych czasów, gdy miałam bodajże 11 lat. W tej samej szufladzie mama schowała także swój młodzieńczy warkocz. Całe szczęście nie przechowujemy żadnych kikutów pępowin czy innych rekwizytów rodem z horroru.

13. Na maturę poszłam w zabójczo wysokich butach na obcasie. Wtedy akurat panowała moda na koturny. Miałam też równie niebosiężne białe buciki. Niestety, moda przeminęła, poszły do kosza. Do dziś nie kupiłam podobnych szczudeł.

14. Rzuciłam palenie ponad pięć lat temu.

15. Nigdy nie nauczyłam się grać na gitarze. Ani na żadnym innym instrumencie.

16. Jako dziecko chciałam zostać baletnicą. Na próżno. Nie miałam "warunków".

17. Jestem pesymistką. Czasami pochopnie podejmuję decyzje. Na drugie imię mam Prokrastynacja. Łatwo się zniechęcam i równie łatwo zapalam do nowych projektów.

18. Ponieważ do różnych czynności używam raz prawej, raz lewej ręki, nie za bardzo potrafię szyć. Myślę, że z takim "różnoręctwem niedookreślonym" nie mam co marzyć o szydełku czy drutach.

19. Z twarzy coraz bardziej przypominam moją mamę.

20. Długo nie cierpiałam  nosić spódnic czy sukienek, bo musiałam je zakładać jako dziecko. Nienawidziłam tego.

21. Na pierwsze oficjalne piwo (z sokiem) poszłam z ojcem jako szesnastolatka. Dodam, że jesteśmy normalną, bardzo rzadko pijącą rodziną. :)

22. Byłam zawsze najmłodsza w klasie. Do szkoły poszłam o rok wcześniej.

23. Postanowiłam zmienić zawód. Wciąż nie przyznaję się, co wybrałam, bo nie chcę zapeszyć.

24. Nigdy nie lubiłam Anglii i mimo sporych wysiłków chyba nigdy nie polubię. Jestem niestety rozczarowana.

25. Uwielbiam wino i sery, francuską i włoską kuchnię, tiramisu i pomarańcze, zielone chrupiące jabłka i sałatę. W poprzednim życiu musiałam być królikiem.

26. Chciałabym skoczyć ze spadochronem lub choćby na bungee.

27. Nigdy nie jeździłam na łyżwach, chociaż bardzo bym chciała, za to uwielbiałam wrotki. Takie staromodne na czterech kółkach.

28. Nigdy nie lubiłam swojego imienia.

29. Swego czasu, dopóki nie wyjechałam z Polski, nie opuściłam ani jednej edycji poznańskiego festiwalu teatralnego "Malta". Zaczęłam jako 13 latka.

30. Za granicę po raz pierwszy pojechałam jako czternastolatka. Do Paryża. Na wycieczkę szkolną.

Voilà. To by było na tyle.

13:59, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Komentarze (7) »
czwartek, 17 lutego 2011
Byle nie popsuć

Czasami przychodzi taki dzień lub moment, kiedy z ręką na sercu przyznaję szczerze: dziś nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Więc milczę.

Milczę w różnych wariacjach: blogowo, na czym świat nie ucierpi, bo i tak wieje tu nudą, ale i na co dzień, co doprowadza mojego życiowego partnera niemal do szału. No bo jak to możliwe, żeby nic nie mówić albo tylko coś odburkiwać, lub odpowiadać półsłówkami, jakby na odczepne?

Jest tak, jakbym się w sobie zacięła. Ilekroć chcę się odezwać, otwieram wielokrotnie usta niczym ryba wyciągnięta z wody, i nic. Milczę.

Im częściej milczę, tym bardziej czuję się przybita, sfrustrowana i zawiedziona. Czy nieszczęśliwa? Może.

Nie darowałabym sobie, gdyby przez to niezręczne milczenie, przez to zamknięcie się w skorupce miał się rozpaść mój związek. Bo przecież wszystko ku temu zmierza, jeśli nie ma dialogu, nie ma głębszych rozmów.

Boję się rozmów.

Nigdy nie potrafiłam o sobie mówić. Nie potrafiłam się zwierzać. Nie umiałam otwarcie rozmawiać o problemach, o złych wspomnieniach, o tym, co mnie nęka i boli. Niełatwo mi o tym pisać, a cóż dopiero na głos formułować te same myśli.

Od lat duszę w sobie tak wiele, że już na samą myśl o tym mam w gardle gulę, a w oczach łzy. I nie potrafię ich powstrzymać, nie umiem uciec od emocji.

Więc milczę.


***

Czuję się brzydko i brzydko wyglądam. Ciężko, niezgrabnie, jakbym miała do rąk i nóg przyczepione niewidzialne ciężarki.  Snucie opowieści o tym, jak to będzie, kiedy będzie mnie mniej, ani trochę nie poprawia mojego samopoczucia.

Zapadłam się po kolana w marazm niczym w kleiste błoto.

Mimo wszystko z utęsknieniem czekam na zmiany.

W połowie marca zdaję test z angielskiego (International English Language Testing System) w Cambridge. Nie bez przyczyny wybrałam moduł Academic. Muszę uzyskać co najmniej 7 punktów na 9 możliwych. Jeśli zajdzie taka potrzeba, to będę zdawać do skutku, choć po cichu liczę na to, że uda się za pierwszym razem.

W połowie stycznia złożyłam podanie na trzyletnie studia. Mam nadzieję, że był to mój dojrzały i przemyślany wybór. Tak, chcę zmienić zawód, choć nadal zamierzam tłumaczyć książki. Z tego nigdy nie zrezygnuję.

Czyli jednak zostaję w Anglii. Na to wygląda.

Ciężko mi przyznać się przed samą sobą do ciągłej niepewności.

Bo tak naprawdę nie wiem, co będzie za miesiąc, a cóż dopiero mówić o końcówce roku.

Może właśnie stąd mój pesymizm. Niełatwo się od niego uwolnić.

11:24, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 lutego 2011
Czy ja aby czegoś nie postanowiłam?

Chociaż nie za bardzo odpowiadają mi te wszystkie "serki wiejskie" (bo i gdzie mam je kupić na Wyspach?), choć na samą myśl o styropianowym chlebku Wasa mam gulę w gardle, to jednak nie ma odwrotu.

Adieu, cukiereczki, ciasteczka, chrupki i czekoladki! Adieu, kieliszku czerwonego wina do kolacji! Adieu, francuskie sery! Adieu, fish&chips!

"Do następnego ciastka, kochanie", powiedział z ironicznym uśmieszkiem Pan Obrażalski.

A niech to!
Jeśli faktycznie 30 maja bieżącego roku, jak prorokuje rubryka Moja dieta*, wstanę z łóżka, ważąc tyle, co swego czasu na studiach, czyli 57 kilo, to....
No właśnie, co?
To założę się, że zjem własne pantofle na obcasach? :)

Im częściej o tym myślę, tym bardziej obawiam się spektakularnej i druzgocącej porażki.
Ja naprawdę nie chcę wyglądać jak "too many cookies".

Od czegoś trzeba zacząć.
Nawet jeśli będzie to styropianowy chlebek i gorzka czarna kawa o poranku.


* Zaczynam dietę z Vitalią, zachęcona sukcesami ODważnych Polaków. Spalam się także na fitnessie dwa razy w tygodniu. :)

15:38, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Komentarze (1) »
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka