La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
czwartek, 02 grudnia 2010
Snieg, czyli nie mam pomyslu na wieczor

W mojej czesci Brytfanii, tj. we wschodniej Anglii, sniegu bylo dzis przed domem tyle...

A u dawnej znajomej z pracy mieszkajacej na poludniowym wybrzezu Anglii, w Brighton, tyle:

Chyba jednak wole moj fyrtel. Zdecydowanie.

Podobno ma sie ocieplic w przyszlym tygodniu. Podobno...

środa, 01 grudnia 2010
Sie zatrzaslam

Po co zamykac sie w lazience na klucz, skoro nikogo nie ma w domu? Przeciez i tak nikt nie wejdzie znienacka, prawda? No wlasnie.

"Sie zatrzaslam" dzis po poludniu, po czym spedzilam bite trzy godziny, siedzac na podlodze w lazience i rozmyslajac nad marnoscia tego swiata, dopoki Pan Obrazalski nie wrocil do domu z pracy i nie uwolnil mnie z potrzasku. Po raz pierwszy przydala sie tez do czegos ta mala czworonozna pokraka zwana psem, gdyz wszczynajac jazgot tuz pod drzwiami mojego tymczasowego wiezienia, sprowadzila na wyzyny Pancia we wlasnej osobie. Ciag dalszy nie wymaga wyjasnien.

Dumajac tak nad zlym losem i wlasna glupota, przypomnialam sobie historie jakiejs paryzanki, ktora uwolniono z jej wlasnej lazienki dopiero po... trzech tygodniach. Cale szczescie nie musialam sporzadzac testamentu, choc oczami wyobrazni widzialam juz zeschniete i zmumifikowane truchelko (moje, rzecz jasna) lezace pokotem na czarnych kafelkach, zapomniane przez swiat i porzucone na pastwe losu...

Pan Obrazalski z pomoca srubokretu w przeciagu kilku zaledwie chwil uwolnil mnie z pulapki, a mine mial tak rozbawiona, ze chyba zapomnial, o co sie tak nabzdyczyl i obrazil wczoraj.

Bo Pan Obrazalski odstawia dokladnie te same numery, co moj tatko rodzony: nie, po co sie poklocic lub posprzeczac o cos i po udanej klotni zgodnie wypic lampke wina ? Nie, lepiej spektakularnie sie obrazic i z ciezko urazona mina i lordowska godnoscia samotnie przezuwac telewizyjna papke w salonie.

Let's try to be nice tonight.

Dzis wieczorem jestem wiec wyjatkowo mila. Pan Obrazalski lezy obok mnie na lozku w swoich czerwonych gatkach, seksownie opinajacych jego ksztalty, sledzac jak co tydzien wyscig szczurow w "The Apprentice", a ja oddaje sie blogiemu blogowemu lenistwu.

I odliczam godziny do nastepnych fochow.

________________________________

Na zakonczenie kilka migawek z Mersea Island z czasow, gdy jeszcze mozna bylo wysciubic z domu koniec nosa bez obawy o ciezkie odmrozenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 18 września 2010
Rusz tylek z domu

W srode ruszylam z domu wspomniany w tytule tylek. Trafilam na wybrzeze.

Migawki z Herne Bay...






środa, 23 grudnia 2009
Na wygnaniu - po drugiej stronie kanału La Manche :-)

Od dwóch miesięcy jestem w Anglii... Byle do końca sierpnia...

Brakuje mi Francji jak życionośnej wody.

Nie jest więc niespodzianką, że pod koniec stycznia jadę na urlop do Paryża.

Trzy dni w rodzinnym domu w Pyrlandii to kolejny prezent urodzinowy ode mnie dla mnie. Coś mi się w końcu od życia należy, czyż nie? ;-)

 

 

Kolejne święta Bożego Narodzenia z dala od domu i rodziny.

Czuję się głupio i źle mi z tym.

środa, 23 września 2009
Minus siedem / Moins sept

Minus siedem.

Nie, nie stopni Celsjusza za oknem. Jeszcze nie.

Minus siedem kilo.

A jeszcze dziesiec zostalo. Mozolnie wychodze ze stanu doslownego zapasienia, w jaki wpadlam, bedac panna na wydaniu z majatkiem w postaci chlopa, kotow w porywach dwoch i wynajmowanego mieszkania. Nigdy wiecej chlopow, garow, obiadkow i kolacyjek o nieludzkich porach, tak lubianych we Francji (czyt. po godzinie dwudziestej).

Panna-prawie-zona juz nie jestem, mam za to w dorobku dodatkowe kilogramy, rozlozone obficie tu i owdzie, z naciskiem na owdzie w okolicy brzucha i czterech liter. O biuscie nie wspominajac (on juz od dawna ma szlaban).

Kopnijcie mnie w moj szafiasty jeszcze tylek, drodzy Czytelnicy, jesli jeszcze raz doprowadze sie do niemalze wielorybich rozmiarow. Juz za chwileczke, juz za minutke (no, prawie, moze za pare miesiecy) zmieszcze sie w moje ulubione spodnice i sukienki, upchniete obecnie ze wstydem gdzies na dnie szafy czy walizki. Marzy mi sie i sni po nocach ta chwila, ten dzien wymarzony, gdy wskazowka na wadze spadnie ponizej szesdziesiatki. Wota dziekczynne powiesze (takie z cyklu "avant-après") ku przestrodze dla potomnych...

Czas byl najwyzszy przemóc lenistwo, odpedzic wszedobylskie wymowki (nie teraz, nie mam czasu, pozniej, jutro, à la saint Glinglin),wziac sie w garsc, odpedzic zle mysli i schwytac byka za rogi.

Wieki mnie tu nie bylo, ale nic to, wszystko da sie naprawic.

Zlozywszy publiczna samokrytyke, pociagam lyk kawy z ulubionego kubelka z czerwonym jabluszkiem, poprawiam okulary na nosie i... wracam do roboty.

czwartek, 06 sierpnia 2009
Spacerkiem po haldzie / La promenade sur un terril

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 14 lipca 2009
Ja sie nie skarze na swoj biusciasty los... / Je ne me plains pas de mon sort...

Czy i jak zmniejszyc biust?

Jedne by chcialy powiekszyc, inne znowu - zmniejszyc. Te, co chca zmniejszac, powinny puknac sie w glowe. No bo jak to: takie skarby miec i narzekac? Nie uchodzi, nie uchodzi!

Ja sie zaliczam do tych drugich: stowa z hakiem (litosciwie pomine rozmiary) w biuscie sprawia, ze mam ochote oddac sie w rece chirurga i raz na zawsze pozbyc sie biusciastych dylematow.

Moj ostatni absztyfikant spod znaku Eskulapa twierdzil, ze w calej swojej karierze medycznej nie napotkal tak ponetnego biustu. "Tu es splendide", zawyrokowal. A ja jakos nie bardzo widze, co takiego "splendide" moze byc, kiedy w biuscie ma sie troche powyzej setki. W dalszym ciagu jedrnej, ale bardziej pasujacej do "rozowej landrynki" niz do tzw. kobiety z klasa. Nie mowiac juz o problemach ze znalezieniem odpowiedniej bielizny (pol biedy, jesli da sie cos zamowic przez internet). Z ciuchami to juz prawdziwy dramat. Z czego tu sie cieszyc? Z dzwigania dodatkowych kilogramow obciazajacych kregoslup? Z biustu wyskakujacego z kazdej odslonietej bluzki? Z rozpinajacych sie ni stad, ni zowad guzikow bluzki akurat na tej strategicznej wysokosci? Z tego, ze na ulicy zaczepia cie Arab, dla ktorego Europejka to zazwyczaj dziwka, a jesli nie dziwka, to przynajmniej tzw. latwa laska?

Od absztyfikantow wolalabym uslyszec: ale masz zgrabne nogi (nie mam takowych, wiec zaraz sobie chlipne), tudziez: ale masz figure! (nie mam, wiec potne sie bagietka). A tu, jak na zlosc, w kolko Macieju: "Ale masz piekne piersi".

Nie, ja wcale nie narzekam, dobre chociaz i to. Tylko jak dlugo jeszcze? ;-) Bo jakos nie mam ochoty straszyc biustem w okolicy pepka, kiedy przekrocze czterdziestke (a moze i wczesniej).

Ktos chce sie zamienic? Chetnie oddam to i owo.

PS. Gdyby nie obawa przed pooperacyjnymi komplikacjami  (zakazenie, brzydkie blizny i zamiast poprawy jedna wielka katastrofa etc.) to pewnie zdecydowalabym sie na radykalne ciecia w wiadomym miejscu. Zwlaszcza ze zabieg refunduje tutejszy NFZ.  Nie jestem jednak zwolenniczka grzebania w ciele, jesli nie ma do tego waznych przeslanek zdrowotnych... To juz chyba wole narzekac na te dodatkowe centymetry...

środa, 01 lipca 2009
Juz wkrotce w Pyrlandii / Bientot au Royaume de Patates

Dziekuje za wszystkie komentarze. W niedziele przyjezdzam do Polski na wakacje. Opowiem, co sie wydarzylo i co postanowilam.

Kurdelebele, odezwe sie, cierpliwosci. :-)

Upaly takie, ze leci ze mnie ciurkiem woda. Chyba po raz pierwszy upalne lato zastalo mnie w Nord-Pas-de-Calais. Cos podobnego! Polnoc Francji i slonce. To sie nie trzyma kupy.


Do uslyszenia wkrotce!

Jade na wakacje do rodzinnej Pyrlandii.

wtorek, 02 czerwca 2009
Mi-ange, mi-démon... potworne dzieciatko.../ Le bébé-monstre

... czyli co straszy na ulicach Lille.

 

 

 

Nie wiem, ile za te koszmarki zaplacilo miasto, ale sa one prawdziwa turystyczna atrakcja (do polowy lipca).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 16 maja 2009
Milo jest, czyli pochwala zdrowego egoizmu / L'éloge du sain égoisme

Rewolucji i zmian ciag dalszy. Zycie nabralo takiego tempa, ze nie nadazam za wszystkimi zmianami.

Podsumowanie:

- z Armentières wynioslam sie do Lille i tu czekam z wytesknieniem na moje nowe mieszkanie. Jesli wszystko pojdzie po mojej mysli, za jakies 10 dni odbiore klucze do mojego nowego gniazdka. Tym razem nie gdzies na uboczu, nie na przedmiesciach, ale w centrum Lille. I to za calkiem rozsadne pieniadze.

- Z internista juz sie nie spotykam. Poroznila nas odmienna wizja swiata i relacji damsko-meskich. Kij mu na droge i z Bogiem! Malo to mezczyzn po swiecie chodzi?

- Milo byc singielka. Milo jest mieszkac na swoim i nie miec chlopa w domu. Milo jest nie robic za sluzaca. Milo jest nie cierpiec katuszy z powodu czyjegos chrapania.

- Milo jest spedzac caly dzien w pracy, a nawet zostawac po godzinach.

- Milo jest wcinac zielenine i miec gdzies czyjes upodobanie do miesa.

- Milo jest miec czas dla siebie i myslec o sobie. Ja, mnie, mna, o mnie i dla mnie. Nie poswiecac ani siebie, ani swoich marzen. Nie marnowac swojego cennego czasu na byle kogo.

Jedna noga jestem jeszcze wciaz w swoim "starym" zyciu, jeszcze wszystko jest takie kruche i niepewne, jeszcze wszystko moze sie pozawalac.

Mam jednak cicha nadzieje, ze to co najgorsze, juz minelo.

Wasze cieple slowa wlaly w moje serce te odrobine otuchy, dzieki ktorej czlowiek ma jeszcze po co wstawac.

Ba, mnie sie nawet chce w soboty i niedziele jezdzic do biura z dodatkowa robota. I nawet nie chodzi o realizacje slynnego programu "Travailler plus pour gagner plus", ale o zwykla satysfakcje, jaka przynosi ciekawe choc meczace zajecie.

Milo jest zaczynac wszystko od nowa, choc zjada mnie od srodka stres i lek przed wciaz niepewnym jutrem. Jestem jednak na tyle uparta, ze wciaz wierze w spelnienie tego, co nazywam "snem o Francji".

Mimo wszystko wciaz wierze, ze to wlasnie Francja jest i ma pozostac moim drugim domem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka