La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
piątek, 09 października 2009
Gdzie się kończy nieskończoność?

Noc była tak pełna mniej lub bardziej ukrytych tajemnic, że Tomek czerpał z niej ogromną przyjemność. Wsiadał do samolotu, który w kilka sekund zabierał go na śmiejącą się  wyspę gdzieś na Pacyfiku, otoczoną rafą koralową. Rosły na niej baobaby, sekwoje i drzewka czereśniowe, a pośrodku polany tryskała ze źródła kaskada orzeźwiającej wody, która spływała z jednej skały na drugą, aż do naturalnego oczka, znikając potem gdzieś w lagunie. Na jego brzegu, gdzie właśnie gasił pragnienie lew, tygrys i daniele, Tomek zsunął buty, żeby zanurzyć stopy w wodzie. Rajskie ptaki usiadły mu na ramieniu, a dwie papugi, ukryte w listowiu, opowiadały sobie nie kończącą się historię, w której co rusz pojawiała się postać Robinsona Cruzoe i Piętaszka.

Jednak ostatniej nocy Tomek doznał nagle nieprzyjemnego odczucia, że ktoś go śledzi. Ten ktoś stał w pobliżu, ukryty za pniem drzewa, lub przycupnął za krzewem, i choć wstrzymywał oddech, to przecież najwyraźniej wciąż tam tkwił. To było okropne. Papugi zamilkły, a rajskie ptaki skryły się w wysokich gałęziach. Ów człowiek zaś – gdyż mogło chodzić wyłącznie o człowieka – po chwili ulotnił się. Tomek wyraźnie słyszał odgłos jego kroków i poczuł dziwny zapach: coś jak zimny wosk wymieszany z popiołem. Podmuch wiatru rozsunął zasłonki, torując jakby drogę nieznajomemu.

Z chwilą gdy zniknął, lew i tygrys wydały z siebie pomruk, a daniele wyciągnęły swoje pełne wdzięku szyje. Tomek zaś na powrót zapadł w niespokojny sen; ów niewidzialny nieznajomy najwyraźniej zakłócał spokój na jego wyspie. Kto to był? Skąd przyszedł?

Michel Déon

Tomek i nieskończoność

Dlaczego cytuję fragment właśnie tej książki?

... bo to ja jestem - nieskromnie mówiąc - autorką polskiego przekładu, który ukaże się już niebawem.

Jeszcze tylko kilka kosmetycznych poprawek i gotowe.

Dodam jeszcze, że moje starania o uzyskanie praw do wydania tej książeczki w Polsce trwały ponad półtora roku, ale opłaciło się... W kolejce czeka jeszcze jedna powieść tego autora i opowiadania Le Clézio.

19:30, reine_marguerite , Próbki i wprawki
Link Komentarze (13) »
wtorek, 18 marca 2008
Kto rano wstaje...

Cztery odslony (to samo, ale nie tak samo) rue de Paris i rue de Molinel (w tle), na wysokosci centrum handlowego "Les Tanneurs". W Lille, rzecz oczywista. Odkrywam wlasnie uroki retuszowania zdjec przy pomocy Picasy i PhotoFiltre. Efekty - ponizej. Zdjecia wklejam "z przymruzeniem oka", dla zabawy, majac swiadomosc braku wiekszych uzdolnien plastycznych. :-)

 

 

 

 

Ponizej - parvis St Maurice i kosciol sw. Maurycego (przy rue de Paris).

Kamienica u zbiegu ulic: rue de la Vieille Comédie i rue des Fossés.

 

Rue des Fossés (deptak).

 

Deptak przy rue des Tanneurs.

 

Rue de la Vieille Comédie, przylegajaca do placu Rihour.

Zdjecia jak zdjecia, nic specjalnego. Z jednym malym "ale". Zazwyczaj na tych uliczkach w samym centrum Lille panuje scisk i gwar niczym na tureckim bazarze. Chyba ze komus przyjdzie do glowy przespacerowac sie po miescie w sobote przed dziewiata rano. :-)

 

21:30, reine_marguerite , Próbki i wprawki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 sierpnia 2005
Dlaczego jest tak wielu głupców na świecie?

Dawnymi czasy na świecie było o wiele mniej idiotów niż dzisiaj. Kiedy znalazł się gdzieś jakiś kretyn, natychmiast przeganiano go z wioski. A obecnie? Trzeba byłoby wypędzić połowę mieszkańców każdej wsi, a i tak by to nie wystarczyło, by pozbyć się głupców. Jak to się dzieje, że jest ich aż tylu?

Oto wyjaśnienie. Pewnego dnia trzech idiotów, których wyrzucono z wioski za głupotę, spotkało się na rozstaju dróg i jeden z nich rzekł:

- Może uda nam się wspólnie zrobić coż pożytecznego? Co trzy głowy, chocćby nawet głupie, to nie jedna.

I dalej poszli już razem. Jakiś czas później znaleźli się przed skromną chatką, z której wyszedł stary człowiek.

- Dokąd zmierzacie? - spytał starzec głupców.

Idioci wzruszyli ramionami i odpowiedzieli:

- Tam, gdzie nas nogi poniosą. Zostaliśmy wygnani za głupotę.

Starzec zaś odrzekł:

- Wejdźcie więc do mej chaty. Poddam was pewnej próbie.

A ponieważ miał trzy córki, a wszystkie głupie jak but z lewej nogi, był wobec głupców bardzo wyrozumiały. Nazajutrz polecił pierwszemu idiocie:

- Idź na połów ryb!

A drugiemu:

- Idź do lasu i upleć z lian powrozy.

Trzeciemu zaś rozkazał:

- A ty, przynieś mi orzechy kokosowe.

Jeden wziął więc sieć, drugi - siekierę, a trzeci - kij, i udali się w drogę. Pierwszy z głupców zatrzymał się nad brzegiem jeziora i zarzucił sieć. Gdy już wypełniła się rybami, głupek poczuł, że ma zaschnięte gardło i chce mu się pić. Wrzucił więc wszystkie ryby z powrotem do jeziora i wrócił do chaty, by łyknąć nieco wody. Starzec, widząc go, zapytał:

- Gdzie są ryby?

- Wyrzuciłem je do wody. Dopadło mnie pragnienie tak wielkie, że musiałem szybko wrócić do domu, by je ugasić.

Rozgniewał się staruszek:

- Nie mogłeś napić się wody z jeziora?

- Masz ci los! - zawołał głupiec. - Nie pomyślałem o tym.

Tymczasem drugi idiota ukręcił spory stosik sznurów z lian. Miał właśnie wracać do chaty, gdy spostrzegł, że brakuje mu powrozu, by związać pozostałe sznury i przytroczyć je do ramienia. Pobiegł więc do domu, by go poszukać.

I tym razem starzec okazał niezadowolenie, widząc głupca powracającego z niczym z wyprawy do lasu:

- Dlaczego nie związałeś wszystkich sznurów jedną z uplecionych linek?

- A to dopiero! - odparł zdziwiony idiota. - Nie pomyślałem o tym.

Trzeci głupiec wspiął się na palmę i burknął groźnie do kija trzymanego w ręce:

- Będziesz strząsał kokosy z palmy, zrozumiałeś?

To rzekłszy, zszedł na ziemię i rzucał kij wysoko w górę, by strząsnąć orzechy. Ale nie udało mu się trafić żadnego z nich. Wrócił więc z pustymi rękoma do domu, a wówczas stary człowiek powiedział zagniewany:

- Skoro już wspiąłeś się tak wysoko na drzewo, dlaczego nie zrywałeś rękoma kokosów?

- Patrz! Nawet o tym nie pomyślałem - zafrasował się głupiec.

Starzec zrozumiał więc, że nie dojdzie do niczego z trójką takich tępaków. Dał więc im za żony swoje trzy głupie córki i wypędził ich wszystkich ze swego domu. Głupcy wraz z żonami zbudowali w okolicy małe chatki i jako tako wiedli skromny żywot wieśniaków. Raz im było lepiej, a raz gorzej. Jako że ich dorastające dzieci były nie mniej głupie od nich samych, chatek przybywało, a wkrótce idioci rozplenili się jak chwasty po całym świecie.

(baśń afrykańska - w moim, zapewne dość niezdarnym, tłumaczeniu)

PS. Mam dzisiaj nastrój do lektury baśni Czarnego Lądu... Wczoraj późnym wieczorem sięgnęłam po Madame d'Aulnoy... Chyba już dziecinnieję. :-)

12:14, reine_marguerite , Próbki i wprawki
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka