La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
środa, 07 października 2009
Est-ce que tu baises?

Padłam i już chyba nie wstanę... ;-)

Uwielbiam się przy nich odmóżdżać... Les Inconnus...

 

 

 

niedziela, 12 lipca 2009
Polonijne buractwo (cz.2)

Skonczylo sie na wielkiej aferze i... po robocie. Krotko mowiac, dostalam wymowienie. Nie wspomne juz, w jaki sposob zostalam potraktowana w ostatni dzien pracy i jak musialam wyszarpywac to, co po prostu mi sie nalezy: zaplata za nadgodziny, przejazdy do i z biura (ustawa przewiduje od stycznia br. zwrot 50% kosztow zakupu biletu na publiczne srodki transportu dla osob dojezdzajacych do pracy) etc. Jak sie okazalo, nie zostaly oplacone skladki, nie dopelniono tez kilku waznych formalnosci. Juz chyba nic mnie nie zdziwi.

Warto dodac, ze pracownik, ktory upomni sie o swoje prawa, moze zostac nazwany oszustem. Pojdziesz do inspekcji pracy? "Derekcja" powie, ze to swinstwo, skandal etc.

Wciaz zastanawiam sie, jak moglam wkopac sie w robote u takich "burakow"?

Tak wiec nie pozostalo mi nic innego, jak przedstawic sprawe w sadzie pracy. Jesli oczywiscie wciaz bede mieszkac w Nord-Pas-de-Calais...

Czuje ogromny niesmak.

Niesmak, bo praca w takim otoczeniu i wsrod takich ludzi (mam na mysli roznej masci organizacje polonijne) okazala sie wyjatkowo nieprzyjemnym doswiadczeniem zyciowym. Nie sadze, bym kiedykolwiek miala powtorzyc ten blad.

Jesli wszystko pojdzie dobrze, to we wrzesniu zaczynam prace jako tlumacz na kontrakcie w Dunkierce w jednej z najwiekszych francuskich rafinerii.

Szczerze mowiac, w calym swoim zyciu nie pracowalam jeszcze z rownie zaklamanymi i nieuczciwymi prostakami. I wstyd mi, ze tacy ludzie w jakis sposob reprezentuja Polske, choc ja w zaden sposob z ich wizja polskosci sie nie identyfikuje.

Moze kiedys bede mogla o tym jakos spokojnie rozmawiac. Na razie trzese sie ze zlosci i mam ochote ciskac gromami na sama mysl o zmarnowanych kilku miesiacach i pracy z debilami.

W kazdym razie przekonalam sie, ze mimo umowy mozna z pracy wyleciec z dnia na dzien. Pod byle pozorem. I ze tak naprawde od samego poczatku trzeba wszystkiego dopilnowac i patrzec pracodawcy na rece, bo moze okazac sie zwyklym oszustem. Kims, kto ma gebe pelna wyswiechtanych frazesow o rzekomym profesjonalizmie i szacunku do drugiego czlowieka. Poza tym mam dosyc ludzi miernych, bez polotu, za to smierdzacych na odleglosc dulszczyzna.

Od dawna juz marze o tym, by wreszcie stad wyjechac. Wciaz nie moge nadziwic sie ludziom, ktorzy w te strony przyjezdzaja dobrowolnie (he he). Mnie sciagnela do Lille wyzsza koniecznosc, lecz nie jest to miejsce, ktore chetnie wybralabym na swoj drugi dom.

Od tygodnia regeneruje sily w rodzicielskim domu. Nie jest to czas przyjemnego lenistwa, bo tak naprawde przyjechalam pracowac nad tlumaczeniami. Dobry pretekst, zeby skosztowac domowej kuchni, wyspac sie smacznie w swoim dawnym pokoju i posluchac polskiej mowy, od ktorej juz odwyklam.

Wracam do Lille w sierpniu.

wtorek, 09 czerwca 2009
Polonijne bagienko

Mam problem z nowym pracodawca. I to niemaly. W czwartek biore wolne z zamiarem obkoledowania inspecji pracy i innych mozliwych urzedow.

Male pytanie do moich frankofonskich i mieszkajacych we Francji czytelnikow: mial ktos z Was do czynienia z sadem pracy? Czy w ogole jest sens, aby sie w to pakowac?

Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze zalatwienie czegokolwiek w tutejszej inspekcji pracy wymaga nielada determinacji i twardej skory na tylku. Ogolnie rzecz biorac, "tumiwisizm" urzedasow poraza...

Nie zamierzam jednak tolerowac lamania prawa przez moja szefowa i jej przydupasow.

Tak sie zastanawiam, czy nie zlozyc wymowienia. Mimo wszystko jednak racja jest po mojej stronie. Zrezygnowac z pracy, to jak zlozyc bron bez walki.

Jedna rada: trzymajcie sie z daleka od srodowisk polonijnych i ludzi polskiego pochodzenia, obecnie z francuskim paszportem. To jedno wielkie bagno.

O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka