La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
czwartek, 29 października 2009
Duza mala przerwa

Od wtorku grasuje w poludniowo-wschodniej Anglii, w okolicach Brighton.

Stad przerwa w blogopisaniu.

Chwilowo robie sobie mala przerwe od Francji.

Zaczelam powoli wdrazac plan zmian, o ktorych juz wspominalam.

Jedno jest pewne: Francja stala sie moim drugim domem i juz czuje, jak bardzo brak mi tamtejszych klimatow. To tylko mala przerwa we francuskim zyciorysie, nic na stale. Mam czas na przemyslenie mojej decyzji o dalszym ksztalceniu w Belgii. I oczywiscie o zyciu w kraju nad Sekwana...

P.S. Jaka ja mam tu piekna sloneczna pogode! Jaka piekna zlota jesien!

19:37, reine_marguerite
Link Komentarze (8) »
piątek, 09 października 2009
Gdzie się kończy nieskończoność?

Noc była tak pełna mniej lub bardziej ukrytych tajemnic, że Tomek czerpał z niej ogromną przyjemność. Wsiadał do samolotu, który w kilka sekund zabierał go na śmiejącą się  wyspę gdzieś na Pacyfiku, otoczoną rafą koralową. Rosły na niej baobaby, sekwoje i drzewka czereśniowe, a pośrodku polany tryskała ze źródła kaskada orzeźwiającej wody, która spływała z jednej skały na drugą, aż do naturalnego oczka, znikając potem gdzieś w lagunie. Na jego brzegu, gdzie właśnie gasił pragnienie lew, tygrys i daniele, Tomek zsunął buty, żeby zanurzyć stopy w wodzie. Rajskie ptaki usiadły mu na ramieniu, a dwie papugi, ukryte w listowiu, opowiadały sobie nie kończącą się historię, w której co rusz pojawiała się postać Robinsona Cruzoe i Piętaszka.

Jednak ostatniej nocy Tomek doznał nagle nieprzyjemnego odczucia, że ktoś go śledzi. Ten ktoś stał w pobliżu, ukryty za pniem drzewa, lub przycupnął za krzewem, i choć wstrzymywał oddech, to przecież najwyraźniej wciąż tam tkwił. To było okropne. Papugi zamilkły, a rajskie ptaki skryły się w wysokich gałęziach. Ów człowiek zaś – gdyż mogło chodzić wyłącznie o człowieka – po chwili ulotnił się. Tomek wyraźnie słyszał odgłos jego kroków i poczuł dziwny zapach: coś jak zimny wosk wymieszany z popiołem. Podmuch wiatru rozsunął zasłonki, torując jakby drogę nieznajomemu.

Z chwilą gdy zniknął, lew i tygrys wydały z siebie pomruk, a daniele wyciągnęły swoje pełne wdzięku szyje. Tomek zaś na powrót zapadł w niespokojny sen; ów niewidzialny nieznajomy najwyraźniej zakłócał spokój na jego wyspie. Kto to był? Skąd przyszedł?

Michel Déon

Tomek i nieskończoność

Dlaczego cytuję fragment właśnie tej książki?

... bo to ja jestem - nieskromnie mówiąc - autorką polskiego przekładu, który ukaże się już niebawem.

Jeszcze tylko kilka kosmetycznych poprawek i gotowe.

Dodam jeszcze, że moje starania o uzyskanie praw do wydania tej książeczki w Polsce trwały ponad półtora roku, ale opłaciło się... W kolejce czeka jeszcze jedna powieść tego autora i opowiadania Le Clézio.

19:30, reine_marguerite , Próbki i wprawki
Link Komentarze (13) »
środa, 07 października 2009
Est-ce que tu baises?

Padłam i już chyba nie wstanę... ;-)

Uwielbiam się przy nich odmóżdżać... Les Inconnus...

 

 

 

Grenoble - cz. 5

 

 

 

 

O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka