La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
poniedziałek, 29 października 2007
Kocie sprawki

Nie potrafilam sie powstrzymac... Kolejna garsc "kocich" cytatow z ksiazki "Chat plume". ;-) Do poczytania, niestety wylacznie dla frankofonow. :-(

C’était au moment de l’affaire des diamants. Celle de Giscard et de son cousin Bokassa. Une chatte est entrée dans la maison. Comme elle était noire et qu’elle avait l’œil vide, on l’a appelée Bokassette, du nom de l’inoubliable faux Napoléon de gouttières. Ce qui est amusant, c’est que mes enfants, qui étaient très petites, il y a six ans, au moment où la chatte est entrée chez nous, sont venues me voir l’autre jour dans mon bureau en se tapant sur les cuisses. Elles étaient mortes de rire. Elles n’arrivaient pas à articuler. Elles disaient : « Ecoute, papa, tu ne vas pas nous croire, on a vu un type à la télévision, un ancien empereur, tu peux pas le croire, il a un nom de chat, il s’appelle Bokassa ! »

**

Je me demande si, les trois quarts du temps, ils ne font pas semblant d’être sourds parce que ça les arrange. Comme les gosses. Ou comme les serveurs de bar. Difficile à comprendre aussi, pourquoi cette bête, qui connaît bien nos habitudes, continue à venir gratter à la porte de la maison à trois heures du matin alors que nous sommes couches ! Elle n’imagine jamais qu’elle puisse se retrouver enfermée dehors. Alors elle miaule. Longtemps, on fait comme elle, on est sourds ! Je me dis ce qu’elle doit penser: ces cons-là, ils vont m’ouvrir de toute façon, ce n’est pas la peine que je m’embête à rentrer à l’heure, que je prévoie, il suffira que je braille assez fort, que je les emmerde et ils vont se lever et m’ouvrir. Ce qui, généralement, se passe.

**

Bokassette déteste qu’on se moque d’elle. Et pourtant, l’autre jour, il y a eu de quoi: je prenais mon bain et elle est venue se faire caresser pendant que j’étais dans l’eau. Elle a fait un faux pas, elle a du glisser sur une nappe de savon parfumé, et ce fut horrible ! Pour un chat, tomber dans l’eau, c’est l’horreur, c’est comme si Mitterrand était allé au Panthéon, sur la tombe de Jean Moulin, avec la braguette ouverte! C’aurait été humiliant. Pas pour Jean Moulin, qui n’en a plus rien à foutre. C’était effrayant, surtout pour une persane, pleine de poils très touffus, majestueuse dans son volume. Ces chats-là deviennent parfaitement grotesques quand ils sont détrempés. Ils n’existent plus. D’ailleurs, ils deviennent minuscules.

(Zdjęcie, które zamieszczam, nie jest mojego autorstwa. Pochodzi ze strony www.photos.linternaute.com).

16:11, reine_marguerite , Cytatnik
Link Komentarze (2) »
środa, 24 października 2007
Bez kolejki

Na wyborach byla, zaglosowac - zaglosowala. Ale w kolejce kilkugodzinnej nie stala. Przyszla do konsulatu w Lille okolo trzynastej, tuz po obiedzie, a jeszcze przed przechadzka po miescie, weszla do srodka, zaprezentowala paszport ze zdjeciem swojej facjaty sprzed szesciu lat, odebrala karte do glosowania wielkosci plakatu ;-), weszla do kabinki, oddala glos, pozegnala sie z komisja, wyszla z konsulatu i tyle. Calosc trwala moze jakies dziesiec minut. W polskim konsulacie w Lille pustki. Zadnych tlumow, kolejek na trzy przecznice itp., jak relacjonuja emigranci na roznych blogach.


Nie moge wiec zapodac zadnej ciekawej historyjki czy anegdotki. Komisja wyborcza ziewala z nudow. Jak widac, Polakow w Lille jak na lekarstwo, mimo obecnosci tzw. "starej" emigracji w tym regionie. Tant mieux ou tant pis? ;-)

A Szanowni Panstwo, pomieszkujacy we Francji, wzieli udzial w wyborach, jak przystalo na porzadnych obywateli RP? :-)

15:51, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (4) »
Godot nie przyjechal, czyli les cheminots en grève

Nosze sie z zamiarem kolejnych wpisow juz od dluzszego czasu i jakos nie potrafie zmobilizowac sie do wymyslenia czegokolwiek oryginalnego. W komputerze czekaja setki zdjec z roznych miejsc Francji, ale coz - lenistwo jest moja druga natura, co oczywiscie odbija sie na czestotliwosci wpisow i ich jakosci...

Tym razem - migawki z pewnego strajkowego dnia, czyli czwartek - 18 pazdziernika. Strajk francuskich kolejarzy. Wychodze ci ja kole pietnastej z pracy, a tu moje uszy niespodzianie atakuje muzyka niczym z techno party. Wzdluz rue Molinel, w kierunku dworca Lille Flandres - policyjne samochody, ruch zablokowany, a do tego wszystkiego muzyka wali po uszach. Prawie jak na pikniku i Love Parade razem wzietych. ;-)




Przystanelam wiec, zeby znalezc sie prawie w epicentrum tych wiekopomnych wydarzen i z bezpiecznej odleglosci pstryknelam kilka niewyraznych, niestety, fotek. Bylo wiec niczym 1 maja za starych czasow PRL: czerwone sztandary (to oczywiscie CGT w pelnym rynsztunku), transparenty, trabki jak na meczu, tlumek skandujacy jakies hasla, ludzie trzymajacy w rekach cos, co przypominalo petardy, tyle ze do robienia dymu (jak sie toto nazywa?), no i oczywiscie gapie. Brakowalo tylko biustu Lenina, sierpa i mlota oraz Marii-Georginii Buffet(owej) na czele pochodu. ;-)




Kolorowy i halasliwy korowod dotarl w poblize dworca i pogalopowal zapewne wzdluz rue de Faidherbe, blokujac przy tym ruch w centrum miasta. Policjanci powitani zostali malo pochlebnymi okrzykami, a jacys mlodzi blokersi o wygladzie przybyszy z Maghrebu, przygladajac sie maszerujacym cheminots, zaintonowali radosne: Allez, les bleus! Allez, les bleus! ;-)



Przygladajac sie w domu fotkom z przemarszu zbuntowanych kolejarzy ;-), zauwazylam pewien detal: kamienica z wystawa i napisem "Shop Erotique Babylon". ;-) Prawde mowiac, przechodzilam tamtedy tysiace razy i nigdy ow shop nie rzucil mi sie w oczy. Nie mialam nawet pojecia o jego istnieniu. Co najmniej trzy inne butiki z podobnymi artykulami pierwszej potrzeby znajduja sie w samym centrum, tuz kolo dworca. ;-)



Bylo wiec tak, jak bywa zazwyczaj na tego typu manifestacjach: glosna muza, atmosfera jak na pikniku (jeszcze tylko brakowalo po drodze stoisk z piwem i kielbaskami, balonikow i waty cukrowej), kupa dymu, znudzeni policjanci, rozbawieni tudziez poirytowani przechodnie... oraz pusty dworzec kolejowy. Pusciutki. O godzinie pietnastej. Incroyable. ;-)







Na peronie, z ktorego codziennie odjezdzaja TGV do Paryza, mozna bylo w zeszly czwartek czekac niczym na Godota. A przy okazji poogladac pusciutkie TGV, ktore jednak nie zabraly na swoj poklad ani jednego pasazera. Ktos je tam poustawial chyba zlosliwie: ot, zeby sobie postaly, a wy sobie popatrzcie, ale figa z makiem, do Paryzewa nie pojedziecie, chyba ze palcem po mapie. ;-)



Lokalne blaszaki tez podstawili, zeby przypadkiem goscie z zagranicy nie pomysleli, ze we Francji dworce sa, ale pociagow niet. ;-)



Takich pustek o godzinie pietnastej na dworcu nie widzialam jeszcze ani razu. :-)

Przepustka do "wielkiego swiata". Tylko dla wybranych z waznym biletem w kieszeni. :-) Niesamowicie lubie podroze tutejszymi pociagami, a z tej racji, iz przyszlo mi mieszkac na samej polnocy, podroze po Francji kojarza mi sie z TGV, kierunek: Lille - Paryz - prowincja. ;-)




wtorek, 16 października 2007
To lubie, czyli szalenstw jesiennych ciag dalszy

Pazdziernikowa aura wprawia mnie w tak dobry humor, ze az sama sie sobie dziwie. Za nami cieply i sloneczny weekend, a konca pieknej pogody jak nie widac, tak nie widac. Za oknem ladniej i cieplej niz w czerwcu czy w lipcu.

Mimo licznych obowiazkow baluje, jezdze po "moich" polnocnych wlosciach, delektujac sie nadmorskimi widokami, zmieniam absztyfikantow jak rekawiczki (a co, raz sie zyje! vive les Français! ;-)), a dzisiaj wieczorem obale butle jakiegos greckiego alkoholu z jednym z bylych absztyfikantow, ktoren to absztyfikant para sie - ho, ho, ho i jeszcze raz ho ho - zawodem aktora. Takiego prawdziwego, po szkole aktorskiej. ;-) Zebralo mi sie na wspomnienia, obdzwonilam wiec starych znajomkow, poumawialam sie na wieczory zakrapiane jakims procentowym trunkiem i zamiast, jak kazda grzeczna dziewczynka, isc spac po dniu wypelnionym praca, wyruszam na nocne zycie poznanskiej pyry zaimplantowanej na goscinnej ziemi w regionie Nord-pas-de-Calais. ;-)

Ja, ktora od zawsze, czytaj od pierwszego przyjazdu do Lille (w marcu 2006 - dla przypomnienia), narzekalam na to miasto, region etc., dzisiaj mowie z przekonaniem, ze warto bylo tu przyjechac, warto bylo zamienic zielona Alzacje na nieco mniej zielona polnoc Francji, warto bylo przeczekac jesien i zime, warto bylo wykazac nieco tolerancji i cierpliwosci, a wszystko po to, by Lille i okolice staly sie wreszcie czyms bliskim i tolerowanym na co dzien. Niemala w tym zasluga mieszkancow. Nie na darmo mowi sie, ze tu na polnocy ludzie sa ciepli, goscinni, przyjazni i zawsze skorzy do dobrej zabawy. Niewazne, ze region raczej biedny, ze tak malo zieleni, ze bezrobocie duze, ze alkoholizm, ze zimno, ze wciaz pada... Ech, tutejsi ziomkowie mawiaja, ze w Nord-pas-de-Calais placze sie dwa razy: pierwszy raz, gdy sie tutaj trafi (wypisz wymaluj moj przypadek) i drugi raz - gdy sie stad wyjezdza. Oplakiwalam juz Strasburg, bede tez plakac po Lille (kiedy przyjdzie na to czas). Bez wahania natomiast zalozylabym koszulke z napisem: "Nie plakalam po Lazurowym Wybrzezu", bo jakos nie wylewalam lez po polrocznym pobycie w okolicach Nicei, gdy trzeba bylo wracac na stare strasburskie smieci. ;-)

Jednym z ogromnych plusow Lille jest wieczorne zycie. O godzinie dziesiatej wieczorem na ulicach centrum tlumy ludzi, knajpy zapelnione. O polnocy - zycie sie rozkreca. Miasto z iluminacja niczym na Boze Narodzenie (tzn. tyle swiatel, tyle pieknie oswietlonych budynkow). Scisk taki, ze wieczorne zaparkowanie samochodu w srodmiesciu i na starowce graniczy z cudem, nawet w zwykly dzien tygodnia. Knajp, barow i lokali tyle, ze starczyloby dla dwoch miast wielkosci aglomeracji Lille. Restauracji chinskich wiecej pewnie niz w samym Pekinie. ;-)

Lille mozna polubic, ale nie tak od razu. Mnie zajelo to grubo ponad pol roku. Pierwsze zajawki sympatii do miasta pojawily sie gdzies w kwietniu, gdy juz wiosna na dobre zagoscila za oknem. Teraz nawet perspektywa ponurej zimy wydaje mi sie czyms o wiele mniej strasznym, niz by sie to wydawalo. Pewnie, brakuje mi "mojego" Strasburga i "mojej" Alzacji, "mojego" Nancy i "mojej" Lotaryngii, ale na cale szczescie mam jeszcze tak wiele do odkrycia we Francji, ze zawsze znajdzie sie cos na pocieszenie. ;-) Poki co, pocieszam sie urokami polnocy. Kto chce sie przekonac, niech wyskoczy nad Cote d'Opale, do Calais i nadmorskich miasteczek.
P.S. Chlopaki tu ladne, mlode i do wziecia. ;-) Jak tu nie kochac Francji? ;-)


sobota, 13 października 2007
Piatka z Calais czyli lenie na wakacjach

A nad samym morzem, w zakatku zwanym Cap Blanc-Nez, bylo tak...


















Pogoda dopisala, morze dopisalo (czytaj: imponujacy odplyw), humory dopisaly. Krotko mowiac: weekend na piatke z plusem. Dzis tylko kilka fotek. Goscie z Polski wyjechali rano (pobudka o czwartej) i mam nadzieje, ze bez nieprzyjemnych niespodzianek dotra poznym wieczorem do Ziemniaczanego Krolestwa.

Cote d'Opale - widzieli, Calais, Boulogne - byli, w Brugii - byli, Lille - zwiedzili. Tydzien udany, ja - zmeczona, niewyspana, ale zadowolona. :-)

środa, 03 października 2007
Cote d'Opale

Tu sie wybieram na weekend. Jesli oczywiscie w tym czasie z nieba nie luna strugi wody, a temperatura nie spadnie ponizej zera. To pierwsze jest calkiem mozliwe, drugie - raczej nie, biorac pod uwage specyfike klimatu w regionie Nord-pas-de-Calais (rany boskie, czy ta nazwa nie moglaby byc jeszcze ciut dluzsza? :-))

W piatek przybywaja do mnie z wizyta goscie z kraju nad Wisla. Trzeba im co nieco kawalek Francji pokazac, zeby zanadto nie marudzili, kiedy juz im sie znudzi zwiedzanie Lille.
W przyszlym tygodniu: w planach wypad po sasiedzku do Belgii. Cel: Brugia i Gandawa.

Goscie maja szczescie, bo w pierwsza niedziele miesiaca wstep do kilku najwazniejszych muzeow w Lille jest bezplatny. Dzieki temu zostanie wiecej grosza (czytaj: euro) na mniej wyszukane, za to bardziej plebejskie rozrywki. ;-)

Jesli starczy czasu, to "zaliczymy" takze Boulogne-sur-Mer, Calais i slynna Dunkierke. Ewentualnie - Artois i Arras. W dziewiec dni mozna zobaczyc calkiem sporo, ale wszystko zalezy od pogody.

Dziewiec dni, z czego weekendy mam wolne, a w reszte dni pracuje. Goscie musza sobie radzic sami i mam nadzieje, ze sie nie pogubia, nie polamia nog, nie wpadna w jakies tarapaty i nie narobia mi obciachu. ;-)





11:50, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 października 2007
Mędrzców uwielbienie...

Ponizszy tekst nie jest wypisem z serii "humor ze szkolnego zeszytu". Sa to wybrane fragmenty broszurki w jezyku polskim, jaka polscy turysci moga znalezc przy wejsciu do katedry w Nancy. Broszurke mam juz od dawna. Rozczulila mnie niemal do lez niewprawna polszczyzna, bledy ortograficzne i rozne bezcenne "perelki" jezykowe. Broszurki dostepne sa w kilku jezykach. Mam tez egzemplarz wloski i w nim rowniez pelno bledow. Autorowi polskiego tlumaczenia, ktore zapewne zostalo sporzadzone w pocie czola i kto wie - moze przy pomocy slynnych "translatorow online", naleza sie jednak slowa uznania. Polska jezyk nie byc latwa jezyk. Licza sie intencje.

Ale usmiechnac sie mozna, gdy takie oto "kwiatki" pojawiaja sie w tekscie. ;-) Zachowana oryginalna pisownia i ortografia. Milej lektury. ;-)

Odkrycie katedry prymasowskiej w Nancy

Odległość wieży i szerokość kościoła były obliczone od punktu centralnego kopuły, która w czasie konstrukcji była zastąpiona przez mniejszą i chroniła zegar. Fasada i wnętrze są według porządku koryntinin.

(...) Silne słupy są dekorowane pilastem Corinthiens. Umiarkowane rzeźby, reprezentują anioły z dwóch stron, które dekorują poboczne arkady. Anioły podtrzymują godło N.M. Panny, tz. Kościół jest poświęcony Zwiastowaniu N.M. Panny. Z prawej strony one podtrzymują słońce, wieżę, lilie, palmę, gwiazdę, koronę; z lewej strony palmę, róże, zegar, cyborium, drzwi otwarte.

Kraty w kaplicach:

Rysunki kratów w kaplicach przy wieżach na prawo i na lewo są podpisane przez ucznia Jeana Lamour – Francois’a Jeanmaire i wykonane w 1759. Jedyne te z kaplicy (nr 4 i 11) są wykonane osobiście przez Jeana Lamour w 1751-1755 przed tymi, które były na pacu królewskim (dziś plac Stanisława). Rysunki kratów zmienione przez Jeana Lamour.

Z prawej strony Najświętrza Panna z dzieciątkiem z kamienia w kolorach z XVII wieku.

Kaplica świętego Józefa:

Boazeria i konfesjonały są interesujące.

Kaplica świętego Fiacre

W roku 1752 kaplica świętego Charles została przeniesiona wraz ze zwłokami kardynała Charles de Lorraine (...) oraz porucznika Desilles zabitego w 1790 r.

Dawniej broń hrabiego Charles de Lorraine przewyższała wysokość krat.

Nawa prawa – kaplica Świętego Serca:

Ołtarz jest wzniesiony i odświeżony w stylu muszli razem z chmurkami i główkami aniołków, wykonane z marmuru i pozłacane. Obraz Świętego Serca jest dziełem Jean Girardet, zmarłym w 1778 roku.

Kopuła

Na skrzyżowaniu kopuły znajduje się fresk pod nazwą Chwała Boska. (...) W środku kopuły widzimy Pana Boga, Chrystusa, Matkę Boską i Ducha Świętego według starego testamentu. Święci wraz z aniołami są na całej powierzchni.

Kaplica absydial na prawo

(...) Nad tabernakulum wzniesiona Matka Boska z marmuru, wykonana w 1816 roku, posiadająca dużą wartość estetyczną. Powyżej bardzo ładny Chrystus na krzyżu.

Główny ołtarz:

Wszystko wokół ołtarza jest wykonane z boazeri. (...) Główne krzesło na podniesieniu było zarezerwowane dla Primata Charles de Lorraine oznaczone dwoma C.

(...) Arkada centralna jest dominowana przez anioły, we wnęce znajdują się relikwie Świętego Sigisbert. Zniszczone podczas rewolucji zostały zastąpione w 1811 roku przez małą świątynię grecką, przedstawiającą Matkę Boską z dzieciątkiem wykonana przez (...).

Kaplica obsydial na prawo:

Przez tą kaplicę jest dostęp do zakrystii, która posiada bardzo wspaniałą boazerię, prawdziwy skarb.

Nawa lewa i kaplica Matki Boskiej Dobrej Woli:

Jak kaplica na przeciw jest ona zamknięta balustradą żelazną wykonaną według planu Jean Lamour. Odświeżona w stylu muszli jak po prawej stronie. Na ołtarzu rzeźba Matki Boskiej dobrej woli karmiąca piersią, z XVI wieku, która w roku 1742 została przeniesiona na Wyższą Uczelnię Świętego Georges, znajdującej się w pałacu prymasowskim hrabiego; uszkodzona podczas rewolucji została odbudowana i trochę zmieniona.

Kaplica świętego Sigisbert

Znalezione wraz z chrzcielnicą dwa obrazy: Chrzest Chrystusa z XVII wieku i uwielbienie mędrzców z XVIII wieku, wykonane przez J.B. Claudo, malarza lorraine urodzonego w 1733 roku.

Organy i trybuna organ:

(...) Ten instrument (organy) są jednymi z najpiękniejszych, które istnieją we Franci. One posiadają 64 gry i reprezentują 4164 piszczałek umieszczonych w czterech klawiaturach ręcznych i klawiatury pedałowej o trzydziestu notach.


17:16, reine_marguerite , Cytatnik
Link Komentarze (1) »
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka