La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
wtorek, 26 maja 2009
Skreslone z listy / Rayé de la liste

Nowe mieszkanie - tym razem w centrum Lille - juz jest moje. Moje, tzn. wynajete.

Zadna rewelacja, za to w koncu mam swiety spokoj. I niech tak zostanie.

Reszta niusow w porze obiadowej. Czas sie wziac do roboty.

Update (w poludnie):

Blogoslawiona i swieta przerwa obiadowa, bez ktorej Francja nie moze normalnie funkcjonowac. Mozna sie na nia boczyc, gdy akurat o trzynastej przyjdzie nam zalatwiac jakas wazna sprawe, a tu tymczasem wszystko pozamykane, ale gdy sie jest po drugiej stronie barykady, sprawa wyglada zupelnie inaczej. Swieta godzina przeznaczona na posilek (u mnie dzis w menu mala tarte aux poireaux i carottes râpées), telefony do znajomych (oni tez w pracy i tez na przerwie obiadowej) i krotkie posiedzenie w internecie. Przydalby sie tylko jakis pokoj do lezakowania i krotkiej drzemki. U nas biura przestronne, wiec miejsce by sie znalazlo, a i chetnych byloby wielu...

Pogoda zmienia sie z godziny na godzine. Pol soboty slonecznej, pol soboty wietrznej. Upalna niedziela. Deszczowo-upalny poniedzialek. Burza z piorunami wieczorem i deszcz dzisiaj rano. Chmury. Nieciekawie. Chlodno. Buro. To oczywiste, c'est le Nord, inaczej byc nie moze.

SNCF znow strajkuje, ale za to przygotowano broszurki dla wkruwionych podroznych, zeby przypadkiem nie doszlo do buntow i zamieszek. Do pracy dotarlam bez przygod, ale malo co nie zaplacilam 50 euro kary. Chcialam kupic tygodniowy bilet od konduktorki w pociagu. Okazalo sie, ze banknotem 50 euro moge sobie podetrzec cztery litery, bo to za duza suma i obciach, bo w dobie kart platniczych nikt gotowka nie placi. Z zasady nie woze przy sobie karty kredytowej ani czekow. Nie mialam tez przy sobie zadnych drobnych. oprocz kilku nedznych eurakow. Na dzien dobry konduktorka postraszyla mnie kara, ale w koncu sie zlitowala sie i nie zaplacilam ani grosza. Na przyszlosc nauczka: zamiast tygodniowego nabyc bilet miesieczny...

Do tego wszystkiego, niech licho wezmie, nie mam u siebie cieplej wody. O czternastej dzwonie z pogrozkami do agencji. Wczesniej nie ma po co chwytac za telefon; wiadomo - wszyscy sjestuja i obiaduja.

W pracy nie wiem za co sie najpierw zabrac. Rosna zaleglosci, naplywaja gory nowych spraw, ludzie dzwonia z pierdolami i zawracaja glowe. Dobrze chociaz, ze derekcja przymyka oko na male grzeszki.

Dzis wieczorem male RDV. A co, casting robie, wolno mi! ;-)

08:21, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (2) »
środa, 20 maja 2009
Miedzy biustem a bolem istnienia / Entre les seins et la douleur existentielle

Czy i jak zmniejszyc biust?

Jak znalezc dodatkowa godzine, gdy czasu brak, a "dedlajny" gonia jeden za drugim?

Jak nie zrobic z siebie idioty w oczach "derekcji" i calego swiata dwa dni przed realizacja szalenie waznego projektu?

Kiedy wreszcie bede spac we wlasnym lozku i w swoim mieszkaniu?

Dlaczego interesujacy mezczyzna o nieprzecietnej aparycji i rownie nieprzecietnym intelekcie musi koniecznie mieszkac na drugim koncu Francji, miedzy Perpignan a Narbonne?

Jak dorosnac?

Odpowiedz wkrotce. Zaraz wracam, ide po rozum do glowy.

23:59, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (1) »
sobota, 16 maja 2009
Milo jest, czyli pochwala zdrowego egoizmu / L'éloge du sain égoisme

Rewolucji i zmian ciag dalszy. Zycie nabralo takiego tempa, ze nie nadazam za wszystkimi zmianami.

Podsumowanie:

- z Armentières wynioslam sie do Lille i tu czekam z wytesknieniem na moje nowe mieszkanie. Jesli wszystko pojdzie po mojej mysli, za jakies 10 dni odbiore klucze do mojego nowego gniazdka. Tym razem nie gdzies na uboczu, nie na przedmiesciach, ale w centrum Lille. I to za calkiem rozsadne pieniadze.

- Z internista juz sie nie spotykam. Poroznila nas odmienna wizja swiata i relacji damsko-meskich. Kij mu na droge i z Bogiem! Malo to mezczyzn po swiecie chodzi?

- Milo byc singielka. Milo jest mieszkac na swoim i nie miec chlopa w domu. Milo jest nie robic za sluzaca. Milo jest nie cierpiec katuszy z powodu czyjegos chrapania.

- Milo jest spedzac caly dzien w pracy, a nawet zostawac po godzinach.

- Milo jest wcinac zielenine i miec gdzies czyjes upodobanie do miesa.

- Milo jest miec czas dla siebie i myslec o sobie. Ja, mnie, mna, o mnie i dla mnie. Nie poswiecac ani siebie, ani swoich marzen. Nie marnowac swojego cennego czasu na byle kogo.

Jedna noga jestem jeszcze wciaz w swoim "starym" zyciu, jeszcze wszystko jest takie kruche i niepewne, jeszcze wszystko moze sie pozawalac.

Mam jednak cicha nadzieje, ze to co najgorsze, juz minelo.

Wasze cieple slowa wlaly w moje serce te odrobine otuchy, dzieki ktorej czlowiek ma jeszcze po co wstawac.

Ba, mnie sie nawet chce w soboty i niedziele jezdzic do biura z dodatkowa robota. I nawet nie chodzi o realizacje slynnego programu "Travailler plus pour gagner plus", ale o zwykla satysfakcje, jaka przynosi ciekawe choc meczace zajecie.

Milo jest zaczynac wszystko od nowa, choc zjada mnie od srodka stres i lek przed wciaz niepewnym jutrem. Jestem jednak na tyle uparta, ze wciaz wierze w spelnienie tego, co nazywam "snem o Francji".

Mimo wszystko wciaz wierze, ze to wlasnie Francja jest i ma pozostac moim drugim domem.

niedziela, 03 maja 2009
Ale jemu juz wychlodlo... / Infecté par un refroidissement sentimental

... bo juz byla stare pudlo.

Czy faktycznie juz stare pudlo, jak pisal Boy-Zelenski, tego nie jestem pewna. Pewna jestem jedynie tego, ze mu wychlodlo. I niech mu tam! Przebolalam, zaleczylam sercowe rany i zamknelam na zawsze rozdzial zatytulowany Valenciennes. Nie trzymam w szafie uczuciowych trupow, nie gromadze po szufladach resztek ocalalych wspomnien, nie chomikuje pamiatek ani zdjec. Nie roztrzasam, nie przywoluje w pamieci obrazow, nie zadaje juz sobie zbednych pytan, nie obwiniam ani siebie, ani innych. Tak widocznie mialo byc.

Wrocilam. Odnowiona duchowo, choc niby wciaz taka sama, z nowymi planami i starymi marzeniami. Zestresowana, zmeczona, wciaz niepewna przyszlosci, ale mimo wszystko zadowolona z tej minirewolucji kwietniowej, ktora przeszla niczym wiosenna burza przez moje zycie.

Jakby malo brakowalo straty pewnej bliskiej mi osoby, to jeszcze moj niedoszly malzonek w przedostatni dzien marca oswiadczyl, ze nie widzi dla nas przyszlosci. Nie kocha juz, lecz - zapytuje teraz sama siebie - czy kiedykolwiek prawdziwie mnie kochal? Ni z gruszki, ni z pietruszki, jak grom z jasnego nieba spadla na mnie ta nowina, choc nowina byc nie powinna, bo juz od jakiegos czasu domyslalam sie, ze historia powoli dobiega konca. A przynajmniej - ze zmierza ku jakiemus gwaltownemu zwrotowi akcji.

Osiemnascie dni pozniej w deszczowy piatek czekaly na mnie spakowane walizki. Odeszlam z ulga, zostawiajac za soba splakane wieczory i noce, ponura i ciezka pustke w sercu i swiadomosc kolejnej zyciowej porazki.

Nie, dzis juz nie czuje sie przegrana. Nie, ja niebiosom dziekuje za to rozstanie, bo niechybnie bym sobie zycie zmarnowala. Czy nalezy rezygnowac z marzen? Ja swojej przyszlosci w jednym miejscu nie widze. Nie widze siebie wciaz w tym samym miescie, wsrod tych samych ludzi. Nie, to nie dla mnie. Pisalam juz, ze S. nie marza sie przeprowadzki ani tym bardziej emigracja, a mnie wciaz ciagnie tu i tam... Jak pogodzic dwie tak rozne wizje zycia?

Pocieszylam sie w ramionach przystojnego internisty o izraelsko-wlosko-francuskich korzeniach. I choc to miala byc jedynie przyjacielska kohabitacja, to przyjacielska byc juz przestala tego samego wieczoru po przeprowadzce. Czy to ja taka czula na meskie wdzieki jestem, ze bez interesujacego samca w moim najblizszej zyciowej przestrzeni czuje sie troche wybrakowana (a w kazdym razie troche niespelniona), czy to moze kaprysny los rzucil nam siebie w ramiona... Ech, nie bede plakac po starych milosciach. Zgodnie ze swoim zwyczajem wyrzucilam wszystkie wspolne zdjecia, wykasowalam, co sie dalo, z pamieci komputera, wymazalam wszelkie slady po niedoszlym miauzonku, ktoremu ni stad, ni zowad odwidzialo sie wspolne zycie... i nic, jestem taka jak dawniej. Nie mnie podpisywac sie pod slowami Pawlikowskiej: "coz, widac mozna zyc bez powietrza". Nie, nie takim zyciodajnym powietrzem bylo to uczucie, lecz raczej delikatna banka mydlana, w ktorej swiat odbija sie nieopisana barwa kolorow. Bylo, minelo. Banka mydlana prysla, czar ksiecia z bajki ulecial bezpowrotnie, a szara rzeczywistosc zaskrzeczala z kata.

Co bedzie dalej? Nie wiem. I chyba na razie nie chce wiedziec.

Rzucilam sie w wir nowej pracy, w codzienny rytm pobudek w okolicy szostej, pospiesznych sniadan, jazdy pociagiem pelnym zaspanych jeszcze pasazerow, pobieznej lektury "L'Express" na dworcu Lille Flandres w oczekiwaniu na przesiadke, dni wypelnionych krzatanina i stresem, poznych powrotow do domu, gdy za oknem wciaz jasno (ach, ten maj!) i zasluzonego snu, tych kilku upragnionych godzin wytchnienia, zanim znow zadzwoni budzik o szostej...

I niech tak na razie zostanie. Zadnych planow, zadnych szumnych deklaracji, zadnych zbednych poswiecen i kompromisow. Zadnych milosci az po grob. Teraz to ja jestem wazna. Ja i moje plany. Ja i moje marzenia.

A mezczyzni? Przychodza, odchodza... Nie ten, to inny. Milosci, ktore mialy trwac wiecznie, nie wytrzymuja proby czasu. Nie, nie mam zludzen. Przyjdzie ta milosc, o ktorej marze, dobrze. Nie przyjdzie, swiat sie nie zawali, prawda?

Moj internista planuje dalsza kariere w Szwajcarii. Mnie sie widzi Paryz albo  Bruksela.

I niech sie nam te marzenia spelnia. A co bedzie dalej z nami, to juz inna bajka...

O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka