La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
poniedziałek, 30 kwietnia 2007



Tu tez zakwitlo... ;-)

23:49, reine_marguerite , Innusie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 kwietnia 2007
Vive le printemps!

Nawet w okolicach Lille o skarby nietrudno... Zwlaszcza o tej porze roku...




Im dluzej nie ma mnie we Francji, tym bardziej mi jej brakuje... Ale i Pyrlandia jestem coraz milej zaskoczona. Duzy plus dla stolicy Ziemniaczanego Panstwa. :-)




Les arbres se sont habillés de couleurs pastels,
Jonquilles, crocus ont bravé la fraîcheur du temps,
Que déjà, les oiseaux publient leurs noces dans le ciel.
Neiges et froidures sont parties : " vive le Printemps ! "
(J.-C. Brinette)

20:16, reine_marguerite , Innusie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 kwietnia 2007
Za tych, co nad morzem



To nie ja jestem teraz nad morzem i to nie ja ogladam zachody slonca, jakkolwiek kiczowate by one nie byly. Za to takie wlasnie fotki dostaje od moich wielbicieli prosto z plazy gdzies w Nord-pas-de-Calais - z dopiskiem w rodzaju: "Un coucher de soleil à deux, ça me dirait bien!" Ach, ci Francuzi. ;-)



Namnozylo sie tych absztyfikantow na wiosne i chyba bede musiala jakis spis inwentarza sporzadzic, bo juz sie nie lapie w tym, ilu ich w koncu jest. ;-) Biedne chlopaki, niepotrzebnie robia sobie nadzieje...

Singlom zycze udanego sezonu lowieckiego . ;-)
Ja natomiast wracam do roboty, choc to raczej nie pora na intelektualne wysilki. ;-)

środa, 25 kwietnia 2007
Mialy byc plany, wiec sa plany

Zostaje w Pyrlandii nieco dluzej niz wczesniej zaplanowalam. Jest to dla mnie (i bedzie juz do samego konca) czas wytezonej pracy, sleczenia nad ksiazkami i przed monitorem komputera. Mozna mnie przylapac w czytelni PTPN-u. Ostatni raz bylam tam chyba z piec lat temu jako studentka IV roku. Na piatym wyfrunelam z rodzinnego gniazda do Francji i wszystkie wroble cwierkaja, ze zostane u Francuzow na... dlugo (chcialoby sie powiedziec, na zawsze, ale tego przeciez nie da sie przewidziec).

Jako ze ciagnie mnie "na stare smieci", niewykluczone, iz czekaja mnie kolejne przenosiny pod koniec lata - tym razem do ukochanego Nancy. Chyba ze wezwa mnie na prowansalska placowke, wtedy trzeba bedzie zmienic kierunek jazdy.

Mam juz plany na wakacje i niecierpliwie przegladam przewodniki: wiec najpierw Alpy (w okolicach Brian
çon), pozniej Pireneje (Ga_lapagos, dziekuje slicznie za zaproszenie - jesli przypadkiem wpadne do Perpignan, to dam znac), potem gdzies w poblizu Awinionu, a potem miesiac w Italii. Oczywiscie nie w pojedynke, bo co to za frajda lazic po gorach samemu! Nie uchodzi, nie uchodzi!

I jesli przypadkiem sie zdarzy (tfu! tfu! odpukac!), ze ktos lub cos mi te plany zepsuje, to... zamiast odbywac dalekie wojaze i wypoczywac, bede zasuwac kazdego ranka do pracy, modlac sie o jakikolwiek jour feri
é. Jest to wizja, od ktorej juz robi mi sie slabo, a jest dopiero koniec kwietnia.

Pogoda w Ziemniaczanym Panstwie dopisuje i z cala pewnoscia nie zacheca do jakiegokolwiek wysilku umyslowego. Przypomina mi to rok, w ktorym zdawalam mature (ha! to juz niedlugo dziesiec latek!), kazdego ranka budzac sie z nadzieja na deszcz. A tu tymczasem nic, tylko slonce, upaly i cztery lata biologii do powtorzenia. Nie liczac francuskiego, ktory obowiazywal 24 godziny na dobe, utrzymujac nas w stanie gotowosci bojowej do egzaminow wstepnych na uczelnie wlacznie.

Postanowilam w trybie przyspieszonym powrocic do rozmiaru 38, w zwiazku z tym od paru dni stosuje wyjatkowo drakonska i zapewne malo rozsadna diete zwana nie wiedziec czemu "kopenhaska". Rodzina puka sie w czolo, a ja poslusznie poszcze. Poniewaz lubie eksperymentowac, z czystej ciekawosci chce sie przekonac, ile mozna schudnac, jedzac dziennie jednego pomidora, kilka lisci salaty, marchewke, jajko plus ewentualnie kawalek gotowanej ryby. Najlepsze zas z tego wszystkiego sa sniadania: kubek kawy z kostka cukru (u mnie jest to slodzik). Dzis i tak bylo nieco lzej: dostalam bonus w postaci jednej kromki chleba chrupkiego. Ale luksusy! Jutro na sniadanie marchewka. O kawie nic nie wspominaja, ale i tak ja wypije. O wynikach eksperymentu poinformuje po zakonczeniu diety i przejsciu na odzywianie w systemie 1000 kcal dziennie. ;-) Jesli do tego czasu nie zamienie sie w chomika albo inne zwierzatko roslinozerne... Za miesiac wszystkie ciuchy maja na mnie lezec jak za dawnych czasow. Dzis nie wcisnelam sie np. w moja letnia biala spodnice. Groza...

PS. Tako rzekla farbowana blondynka, ktora postanowila rudy blond zamienic na brazy. Chyba juz glupieje od tej ciaglej pracy.

Zeby mi to bylo ostatni raz!



Nic na to nie poradze, ze tak bardzo lubie wiosne. ;-)
00:21, reine_marguerite , Innusie
Link Komentarze (2) »

Koniec seriii "zielonkowej".
Nastepnym razem bedzie cos innego.
Zeby sie Pyrlandia nie znudzila i nie opatrzyla. :-)















00:17, reine_marguerite , Innusie
Link Dodaj komentarz »
Samochwala

Dzis troche prywaty, bo i ja mam swoj udzial w obu tych publikacjach. Promujac przy tym na emigracji to, co w w naszej polskosci najlepsze. ;-) I musze sama siebie zareklamowac, chociaz jeszcze nie wiem, co tak naprawde zawiera swiezo wydany tom "Kroniki", ktorego wciaz nie ma na polkach ksiegarn. ;-)



Pamiętnik Teatralny. Kronika Witolda Gombrowicza”

Zeszyt 1-4 (217-220)/2006 Rok LV

Wydawcy: Instytut Sztuki PAN, Stowarzyszenie LIBER PRO ARTE


Jest to drugi rocznik monograficzny poświęcony teatrowi Witolda Gombrowicza. Zawiera przede wszystkim Kronikę, dopełniająca poszukiwania i badania, zaprezentowane w „Pamiętniku Teatralnym” 2004, z. 1-4. Odnotowane w niej zostały najważniejsze wydarzenia, mające wpływ na twórczość i koleje życia Gombrowicza. Numer zawiera także kronikę sceniczną utworów tego pisarza, doprowadzona do obchodów Roku Gombrowicza 2004. Odnotowuje polskie i zagraniczne realizacje teatrów zawodowych i studenckich, realizacje radiowe i telewizyjne oraz filmowe. Wybrane przedstawienia zostały także skrótowo opisane. Kronikę uzupełniają ogłaszane po raz pierwszy archiwalia. Są to m.in. dokumenty osobiste pisarza, korespondencja z archiwum Rity Gombrowicz oraz listy Kazimierza Dejmka do Jerzego Giedroycia.




Tyle na moj (i niekoniecznie moj) temat. ;-)

piątek, 20 kwietnia 2007
To lubie

"Zielonkowo" - czesc trzecia, czyli "Piekna ta nasza Pyrlandia"...













23:21, reine_marguerite , Innusie
Link Dodaj komentarz »
Orkiestra tusz!

Rzut okiem na top 1000 blogow GW i oto okazalo sie, iz razem z moim blogaskiem zajmujemy zaszczytne miejsce nr 405. ;-) To chyba powinnam oblac taka okazje albo wystapic z odczytem czy cos w tym rodzaju. Bo ja wiem, a moze jakies podsumowanie prawie dwuletniej dzialalnosci, jakies fanfary, wreczenie orderow zasluzonym dzialaczom, ogloszenie planu piecioletniego itp...

Statystyki od jakiegos czasu bija rekordy, a ludzie wala drzwiami i oknami, zeby poczytac wypociny jakiejs sfrustrowanej wariatki z Lille, ktora gada cos trzy po trzy o swojej szarej i nudnej egzystencji na francuskiej ziemi, narzeka i marudzi, a jesli akurat nie narzeka, to wkleja jakies koszmarne foty wykonane przy pomocy telefonu komorkowego. Wrodzone lenistwo odbiera bowiem owej paniusi sily i checi na oddanie aparatu fotograficznego do naprawy.

W owym zestawieniu TOP wszech czasow z prawdziwa przyjemnoscia odnalazlam za to wszystkich moich blogowych ulubiencow, ktorym do piet nie dorastam, jesli chodzi o popularnosc. Istnieja blogaski, bez ktorych nie moge sie wprost obejsc i jesli nie zajrze do nich przynajmniej raz w ciagu doby w nadziei na nowy wpis, to dzien uwazam za nieudany. ;-)

A tymczasem w Ziemniaczanym Krolestwie czas plynie niezwykle szybko. Mnie uplywa glownie na sleczeniu przed komputerem, czytaniu ksiazek i pisaniu. Plus nocne zycie - takze spedzone na pisaniu, gdyz (co zostalo udowodnione metoda prob i bledow) najwieksza wydajnosc osiagam noca (tak maksymalnie do trzeciej nad ranem, pozniej juz wyczerpuja sie mi baterie), rano i nieco pozniej - do poludnia.

Zeby nie bylo, ze tylko praca i praca: mam juz plany na wakacje. I to jakie! Ha, jesli oczywiscie nie okaze sie, jak przed rokiem, ze wakacje spedze, harujac jak ten wol. I znow zostanie mi "tylko" Normandia, a ja chce na poludnie Francji...

Kto pamieta moje relacje z wyprawy do alpejskiego Val d'Allos z pieknym brunetem z Nicei? Piekny brunet nalezy juz oczywiscie do przeszlosci, lecz Alpy wiecznie zywe i wciaz na swoim miejscu, byloby wiec milo odwiedzic jakies urocze zakatki i wyhasac sie po gorach... poki jeszcze tam stoja.

A tak poza tym - szukam mieszkania w Nancy. Czyli pewnie za jakis czas trzeba bedzie znow zmieniac nazwe bloga...

Jeden z plusow pobytu w Polsce: nie musze codziennie wysluchiwac, ogladac i czytac ani Arlette Laguiller, ani Marii Bufetowej, ani listonosza-rewolucjonisty, ani tym bardziej stojacego juz jedna noga w grobie Le Pena. Co nie przeszkadza mi czekac z niecierpliwoscia na niedzielne wyniki pierwszej tury wyborow prezydenckich. We Francji, oczywiscie. Wsrod niedoszlych kandydatow znalazl sie podobno - jak wyczytalam na jednej ze stron internetowych poswieconych wyborom - jakis Castro. Ciekawe, moze to jakis kuzyn Fidela... ;-)

23:00, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (2) »
środa, 18 kwietnia 2007
Zielonkowo

Dzis wstawiam kolejna partie "zielonkowych" zdjec z zeszlej soboty.




































22:03, reine_marguerite , Innusie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka