La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
poniedziałek, 30 marca 2009
Kropka nad i

PS. 5 (13 kwietnia)

Wciaz zyje, zmagam sie z rzeczywistoscia, oswajam sie z tym, co nowe. Mam nadzieje, ze osiagne cel , o ktory tak usilnie zabiegam od dluzszego czasu. Smutne swieta, choc trudno sie nie cieszyc z radosnej nowiny Zmartwychwstania Chrystusa... Jeszcze raz dziekuje Wszystkim za wsparcie... Bardzo go teraz potrzebuje... 

PS. 4 (6 kwietnia) 

Jestem, zyje. Chyba ten alarm z zamykaniem bloga byl ciut przedwczesny... Ze wszystkim jakos mozna sobie dac rade, daje i ja, choc wszystko nadal wydaje mi sie trudne, a przyszlosc - niepewna i w ciemnych barwach. Jeszcze raz bardzo mocno dziekuje Wam za wsparcie. Moze faktycznie cieple i zyczliwe slowa maja ogromna moc sprawcza? 

PS. 3. Po kilkudniowym porykiwaniu w poduszke wzielam sie w garsc, wyszlam do ludzi  (a moze raczej to zyczliwi ludzie wyciagneli pomocna dlon) i zaczynam wierzyc, ze moze byc lepiej.

Muszę na jakiś czas zniknąć z blogosfery, wyciszyć się i uporządkować ogromny bałagan zwany moim życiem...

Nie pytajcie, dlaczego...


Może przyszedł czas, by zamknąć ten blog i więcej nie pisać.

Przepraszam.

 

Straciłam bliską mi osobę i jest mi z tym gorzej niż źle... Potrzebuję czasu, żeby się z tą stratą oswoić i zapomnieć...

PS. Powyzszy wpis nie ma na celu wywolania minisensacji w rodzaju: "Zamykam blog, a po tygodniu wracam, by sprawdzic, czy nie mam wiecej czytelnikow niz poprzednio". Na razie po prostu nie mam ani czasu, ani sil, ani ochoty na prowadzenie bloga. Wiem, ze to minie, poki co prosze o nieco wyrozumialosci..

PS. 2. Dziekuje za wszystkie slowa wsparcia. Jeszcze tu wroce, jak tylko w moim zyciu wszystko znow sie pouklada. Bardzo Wam dziekuje za cieple mysli i obiecuje, ze nie porzuce bloga. Dziekuje, ze myslami jestescie ze mna.... 

22:56, reine_marguerite
Link Komentarze (16) »
sobota, 28 marca 2009
Uduchowiony

 

16:21, reine_marguerite , Le petit betisier
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 marca 2009
Wiosenna trucizna

 
Les choses tristes, douloureuses, plus belles pour l'esprit, y trouvant plus de prolongements, que les choses gaies, heureuses. Le mot soir plus beau que le mot matin, le mot nuit que le mot jour, le mot automne que le mot été, le mot adieu que le mot bonjour, le malheur plus beau que le bonheur, la solitude plus belle que la famille, la société, le groupement, la mélancolie plus belle que la gaîté, la mort que la naissance. À talent égal, l'échec plus beau que le succès. Le grand talent restant ignoré plus beau que l'auteur à grands tirages, adoré du public et célébré chaque jour. Un écrivain de grand talent mourant dans la pauvreté plus beau que l'écrivain mourant millionnaire. L'homme, la femme, qui ont aimé, ont été aimés, finissant leur vie dans une chambre au dernier étage, n'ayant pour fortune et pour compagnie que leurs souvenirs, plus beau que le grand-père entouré de ses petits-enfants et que la douairière encore fêtée dans son aisance. D'où cela vient-il, qui se trouve chez chacun de nous à des degrés différents ? Y a-t-il au fond de nous, plus ou moins, un désenchantement, une mélancolie qui se satisfont là, - et qu'il faut détester et rejeter comme un poison.
(Paul Léautaud, Propos d'un jour)
 

 
Wiosna, u mnie w glowie same czarne mysli...
 
Przypominam te wiednace przebisniegi. 
 
Je suis nulle. Nulle. 
 
 
 
 

piątek, 20 marca 2009
Zdrajczyni w czarnym futerku...

... czyli kot pocztowy.

Oto, co zastalismy dzis rano w skrzynce na listy...

Biala koperta, a w niej kolorowa kartka...

Poniewaz trudno jest utrzymac dlugopis w kociej lapce, nie narazajac sie przy tym na zarzut pisania niczym kura... przepraszam... kot - pazurem, dlatego  zdania podyktowane przez Treizy nakreslila wlasna reka moja jeszcze-nie-tesciowa Chantal. Kota zas osobiscie polizala znaczek (z obu stron, a jakze) i przybila do koperty lapka, zostawiajac przy tym wlasna "pieczatke" pocztowa. 

Do Valenciennes koci list dotarl dzieki tesciowej. Widzial kto bowiem kiedy kota na poczcie?

 

***

Tydzien temu w niedziele kota nawiala nam u tesciow na wsi. Najpierw zabarykadowala sie pod szafa niczym jaki partyzant, po czym korzystajac z okazji, czmychnela w oplotki. I tyle ja widzieli. Na nic zdaly sie poszukiwania z pomoca latarki i przeczesywanie domowych zakamarkow. Kota rozplynela sie bez sladu. Trudno, musielismy wrocic do Valenciennes bez niej.

Nie musze chyba dodawac, ze winowajczyni pojawila sie u tesciow pod drzwiami niedlugo po naszym wyjezdzie. Z niewinna minka, glosno miauczac na swoj nedzny koci los.  "La vie du chat est tellement injuste!" - zdawaly sie mowic jej przymruzone migdalowe oczeta... 

O, zdrajczyni! 

"Tu passeras dans mon bureau", pomyslalam sobie. "Attends que je t'attrape, et tu verras si la vie est injuste, petite peste fourrée!" ;-)

PS. Pastereczkowe przygody musza poczekac na swoja kolej. :-)

13:21, reine_marguerite , Le petit betisier
Link Komentarze (4) »
środa, 18 marca 2009
Szalona ptaszarnia

... czyli jak zostalam pastereczka. To tylko zapowiedz dzisiejszej notatki. ;-)

 

Wodny balet...

11:13, reine_marguerite , Knociątko
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2009
Kopalnia, która zniknęła

Horizon éléctrique

 

From Paysages

Houille et rouille

From Paysages

 

 

 

Temple termique

From Paysages

 

From Paysages

En quête de l'or noir

 

From Paysages
From Paysages

 

From Paysages
From Paysages

 

From Paysages
Autorem zdjec jest moj jeszcze-nie-maz Samuel.

PS. Czy ktos z Czytelnikow wie, w jaki sposob mozna ogladac powiekszone zdjecia, klikajac na ich miniatury? Zrobilam miniatury zdjec, no i mam tycie zdjecia na stronie, a nijak nie da sie ich obejrzec w oryginalnym (lub prawie) rozmiarze. Widzialam juz kiedys u kogos na blogu takie praktyczne rozwiazanie.

Pozegnanie z muzycznym geniuszem
(source: alainbashung.artistes.universalmusic.fr)
 
 
Alain Bashung nie zyje...
Wiadomosc troche spozniona: LeMonde z 14 marca
 
Jak slusznie zauwazyl jeden z internautow w komentarzach:
 
Après Balavoine, Gainsbourg, Nougaro et maintenant Bashung, la liste des grands chanteurs français se raccourcient grandement. C'est à souhaiter que la nouvelle génération puisse nous faire vibrer autant qu'eux l'ont fait. Néanmoins, je doute...

A ktos inny dodal:

Bashung était un très bon mais il n'aurait pas aimé qu'on le classe parmi les géants. Il pensait que le firmament était rempli de poètes plus extraordinaires que lui...

C'est rare que je sois ému par la disparition d'un artiste. Pourtant là, j'ai l'impression d'avoir perdu un être cher. Vraiment beaucoup de tristesse. J'avais croisé son chemin en 1987 aux Francofolies de La Rochelle. Je me baladais avec mon petit magnétophone de reporter pour une radio locale. Puis nous avons discuté sur une terrasse en buvant un demi de kro. C'était notre seule rencontre, un grand moment de bonheur. Merci Alain.


Cela faisait 30 ans que tu nous accompagnais dans les délires. Et ce soir on se retrouve orphelin. Que la vie va être dure sans toi, sans cet espoir de trouver une perle musicale et poétique dans quelques mois, avec patience et bonheur. Il nous faudra te retrouver où tu es maintenant.
 

 
 
Utwory Bashunga - do posluchania tutaj:

www.deezer.com/#music/result/all/Alain%20Bashung

Chyba wszyscy znaja jego Résidents de la République:

www.youtube.com/watch?v=1tN3gqzDC44

Un jour je parlerai moins
Jusqu'au jour où je ne parlerai plus...


Kolejny wielki artysta, ktory odszedl...
 
 
Moj chlop, wielki amator muzyki, a w wolnych chwilach - gitarzysta - zrobil mi w niedziele maly koncert à la Bashung... Az glupio sie przyznac, ze w zasadzie do tej pory nie za bardzo kojarzylam, o kogo chodzi...
 
PS. Choc to nie pora na zarty, z muzyka Bashunga wiaze sie pewna moja anegdotka...
Sluchajac pewnego utworu, w refrenie uslyszalam powtarzajace sie "Jezus, Jezus". I tak sobie mysle, co on tak o Jezusie spiewa?
Jaki tytul nosil utwor?
"Hier à Sousse", w wersji spiewanej brzmi to to faktycznie jak "Jezus, Jezus". ;-)
 
***
 
Un jour je t'aimerai moins
Jusqu'au jour où je ne t'aimerai plus
Un jour je sourirai moins
Jusqu'au jour où je ne sourirai plus
Un jour je parlerai moins
Jusqu'au jour où je ne parlerai plus
Un jour je courirai moins
Jusqu'au jour où je ne courirai plus

poniedziałek, 16 marca 2009
Ujawniamy sie...

... ale tylko troche... ;-)

sobota, 14 marca 2009
Zboczenia, manie i nawyki

Siedze sama w domu, jednym okiem ogladajac "Sanatorium pod Klepsydra" Wojciecha Hasa, a drugim - wpatrujac sie w ekran komputera. Od czasu do czasu rzucam rowniez trzecim okiem na stan warstwy farbki polozonej kilka chwil wczesniej na malutkim sloiczku. Bawie sie w zdobienie szkla, ot, mala rozrywka na wieczor. Czwartym okiem obserwuje kota. Kot siedzi w oknie, ale nie za wiele chyba widzi, bo juz jest ciemno. Smieciarka odjechala w sina dal, ludzi prawie nie ma, a sasiedzi zasuneli zaluzje, ale kota trwa dzielnie na posterunku. A moze czeka niczym wierna Penelopa na najwieksza milosc swojego zycia, czyli mojego jeszcze-nie-miauzonka?

Moj pojechal na urodziny do znajomego z pracy. Ja zas wykrecilam sie przeziebieniem, ale tak naprawde nie mialam najmniejszej ochoty, by tam pojsc. Na poprzedniej imprezie u innego kolegi (tez z pracy) wynudzilam sie jak mops. Jakos nie mam ochoty wysluchiwac "historii zakladowych" (nazywam je tak na moj uzytek), plotek na temat X czy Y albo zachwycac sie czyims dzieckiem. Poza tym dziewczyna owego znajomego jest w ciazy, wiec jako dodatkowy argument podalam, ze ciezarnej nie wypada odwiedzac z katarem i mikrobami w prezencie. Ciesze sie wiec niezmiernie, ze mam chwile swietego spokoju i nie musze wysylac sztucznych usmiechow do ludzi, ktorych widze po raz pierwszy na oczy. 

Magda z blogu Ma vie avec Sacha zaprosila mnie do czytelniczej zabawy, a jako ze do tej pory jeszcze nie bralam w niej udzialu, postanowilam dac glos w tej sprawie. 

1. O jakiej porze czytasz najchetniej?

Latwiej byloby odpowiedziec, o jakiej porze nie czytam. Czytam praktycznie caly dzien. A jesli akurat nie czytam, to wlasnie jestem w trakcie pisania albo poprawiania napisanych juz tekstow. Kiedy mieszkalam sama, najchetniej czytalam wieczorem, czesto do poznej nocy, jesli lektura okazala sie fascynujaca. Obecnie wieczorami czytam mniej, ale gdybym tylko mogla, to od ksiazek nie odchodzilabym na krok. W Trans-Atlantyku mistrza Gombrowicza Gonzalo zatrudnia u siebie "czytaczy" swego ogromnego ksiegozbioru - chetnie zostalabym takim czytaczem, niekoniecznie za pensje, moze byc za wikt i opierunek. ;-)

2. Gdzie czytasz?

W domu, w tramwaju, w metrze, w pociagu w drodze do i z pracy, w podrozy.

Na krzesle, na fotelu, na lozku.

Na plazy, pod drzewem, w parku na lawce. Gdzie tylko sie da.

Na stojaco, na lezaco, na siedzaco.

Nie czytam w wannie. Nie lubie sie taplac niczym hipcio. Wole prysznic, gdzie oczywiscie ksiazki zabrac sie nie da. 

3. Jesli czytasz (na lezaco) w lozku, to czytasz najchetniej na plecach czy na brzuchu?

Bywa roznie. Najczesciej na brzuchu, najlepiej majac przy sobie cos "na zab". Niestety, czytam przy jedzeniu.

4. Jaki rodzaj ksiazek czytasz najchetniej?

Literatura piekna wciaga. Nie tylk proza, lecz takze dramaty. Poezja - od antologii wole tomiki. Wciagaja rowniez eseje, dokumenty, biografie i autobiografie. Wciaga wszystko, co mozna nazwac lektura wartosciowa. Czytuje kryminaly, natomiast nie przepadam za science fiction i komiksami.  Nie pogardze literatura fachowa, nawet wasko wyspecjalizowana.

5. Jaka ksiazke ostatnio kupilas?

"Les enfants du marais" Georgesa Montforeza (na Amazon). Ostatnio wiecej wypozyczam, niz kupuje. Z dawniejszych zakupow: kilka powiesci Senanque'a, "Le Montespan" Teule'a, "La vie française" Dubois'a.  I krytyczna biografie minister Rachidy-ubieram-sie-u-Diora-Dati. 

6. Co czytasz aktualnie?

Pasjami czytuje prase w internecie, przegladam portale poswiecone dzialalnosci wydawniczej, sledze ciekawe strony (takze wrogie mi ideologicznie, he he), a z biblioteki wypozyczam tygodniki (Express, Le Point, Le Courrier International)...

Z ksiazek: te, ktore obecnie tlumacze na polski. 

7. Uzywasz zakladek, czy zaginasz rogi?

Zakladki gubie, rogow nie zaginam. Za to podkreslam rozne rzeczy olowkiem. Strony albo zapamietuje, albo predko wyszukuje, kiedy zachodzi taka potrzeba. 

Poza tym mam inne zboczenia: czasem zaczynam ksiazki od konca albo od srodka, omijam to, co mnie nudzi i nie traktuje kazdej ksiazki jak niepodwazalnego dogmatu. Czytam kilka ksiazek tego samego dnia: jeden rozdzial z tej, kilka stron z tamtej, nie ma na to reguly. Spisuje rowniez ciekawe cytaty (mam nawet do tego specjalne pensjonarskie kajeciki). Zapiski czynie zawsze piorem, nigdy dlugopisem.

8. Co sadzisz o ksiazkach do sluchania?

Wole sluchowiska. Zreszta, nie potrafie sie skupic wylacznie na sluchaniu. Moge sluchac jednym uchem, ale to oznacza, ze nie poswiecam calkowicie mojej uwagi slowu mowionemu. Co nie oznacza, ze nie moge pracowac, nie przysluchujac sie na przyklad interesujacej audycji radiowej. Podobnie rzecz ma sie z telewizja. Moge ogladac, a jednoczesnie robic cos innego. Moj chlop twierdzi, ze tak sie nie da. 

9. Co sadzisz o e-bookach?

Korzystam, choc wole ksiazke. Mimo wszystko istnienie bibliotek internetowych pozwala na odnalezienie starych wydan lub tez ksiazek, do ktorych nie dotarlabym w tradycyjny sposob. Niestety, wpatrywanie sie w monitor po pewnym czasie meczy.

PS. Jak ja lubie tworczosc Schulza! I pomyslec, ze to zainteresowanie zaczelo sie dopiero pod koniec studiow! Wczesniej Schulza jakos nie trawilam. 

Mysle, ze kazdy z nas ma swoj ranking tzw. belkotnikow pospolitych (moje okreslenie na autorow slabych, nudnych lub po prostu nie przypadajacych nam do gustu). Kogo uwazacie za czolowego belkotnika, ktory zatrul wam zycie swoimi arcydzielami?

Polonisci na pewno pamietaja takie kwiatki, jak Paluba, Ozimina czy Prochno. Doczytaliscie toto kiedy do konca? Albo taki Murdelio Kaczkowskiego? Znacie? ;-)

Moja glupia ciotka

Rozmawiam dzis przez telefon z rodzicami, ktorzy w koncu po dlugim remoncie wrocili na dobre do mieszkania (przez prawie dwa miesiace gniezdzili sie w wynajetej klitce). W domu jeszcze balagan i zycie na kartonach. Trzeba m.in. dokupic nowe regaly na ksiazki, ktorych jest mnostwo. Ot, typowe mieszkanie  milosnikow ksiazek, ktore u nas czyta sie nie tylko dla przyjemnosci, ale i ze wzgledu na profesje Madre i Padre. Pokazna kolekcja na dwa pokoje i korytarz. :-) Jest oczywiste, ze trzeba je jakos rozmiescic, przejrzec, czesc z nich byc moze oddac do bibliotek, czesc byc moze sprzedac na Allegro, zeby zrobic miejsce na nowe.

Co na to moja glupia ciotka (a mojej mamy bratowa), ktora w swoim zyciu  oddawala sie (i nadal oddaje)  glownie lekturze  Tiny i innych tego typu dziel prasy kolorowej? 

- A po co wam nowe regaly? Na co wam tyle ksiazek? Wyrzuccie je!

Wyrzucic to wypadaloby raczej ja. Za drzwi. I wiecej nie zapraszac. ;-)

Na zakonczenie dodam, ze moja wybitnie inteligentna ciotka swoj skromniutki zbiorek (gromadzony zreszta przez swojego meza) wywalila po remoncie domu. Bo - jak mowila - ksiazki zagracaly jej wnetrza. 

 

16:17, reine_marguerite , Le petit betisier
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka