La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
czwartek, 27 marca 2008
Bourg d'Oisans (38)

A w najblizszym czasie: wspomnieniowo z Bourg d'Oisans (departament nr 38), miasteczka u podnoza Alp. Deszczowo i zdjeciowo.

 

Zdjecia z samych Alp chyba jeszcze dlugo polezakuja w czelusciach komputera. ;-)

środa, 26 marca 2008
Okolodworcowo w Grenoble

Kilkanascie zdjec z Grenoble. Tematyka okolodworcowa, tzn. okolice place de la Gare (dworca kolejowego). ;-) Mialam niebywale szczescie do pieknej pogody w drugiej polowie lipca. W sierpniu rozpadalo sie, niestety... Dzis bez zadnych opisow i dodatkow, bo mam tlumaczenie do poprawienia. :-/

Zdjecia zrobilam tuz po przyjezdzie z Lille do Grenoble. Mialam tylko godzine do odjazdu autobusu w kierunku Bourg d'Oisans, zdazylam wiec tylko wypic kawe, zjesc cos i pokrecic sie w okolicy dworca.  Reszte zdjec, ponad setke, pstryknelam juz kiedy indziej, w innych okolicznosciach, lecz - cale szczescie - przy pieknej pogodzie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 18 marca 2008
Kto rano wstaje...

Cztery odslony (to samo, ale nie tak samo) rue de Paris i rue de Molinel (w tle), na wysokosci centrum handlowego "Les Tanneurs". W Lille, rzecz oczywista. Odkrywam wlasnie uroki retuszowania zdjec przy pomocy Picasy i PhotoFiltre. Efekty - ponizej. Zdjecia wklejam "z przymruzeniem oka", dla zabawy, majac swiadomosc braku wiekszych uzdolnien plastycznych. :-)

 

 

 

 

Ponizej - parvis St Maurice i kosciol sw. Maurycego (przy rue de Paris).

Kamienica u zbiegu ulic: rue de la Vieille Comédie i rue des Fossés.

 

Rue des Fossés (deptak).

 

Deptak przy rue des Tanneurs.

 

Rue de la Vieille Comédie, przylegajaca do placu Rihour.

Zdjecia jak zdjecia, nic specjalnego. Z jednym malym "ale". Zazwyczaj na tych uliczkach w samym centrum Lille panuje scisk i gwar niczym na tureckim bazarze. Chyba ze komus przyjdzie do glowy przespacerowac sie po miescie w sobote przed dziewiata rano. :-)

 

21:30, reine_marguerite , Próbki i wprawki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 marca 2008
Nie tlumacz (sie)

Pozostalo mi tylko 13 dni na ukonczenie tlumaczenia ksiazki z francuskiego na polski. Zle powiedzialam: dokladnie za 13 dni na biurku redaktora naczelnego wydawnictwa (a raczej w poczcie elektronicznej) powinien znalezc sie plik zawierajacy przetlumaczona, poprawiona i bezblednie zredagowana wersje ksiazki. Ksiega liczy jakies 160 stron, czyli teoretycznie nie powinna - ze wzgledu na swoja objetosc - sprawiac wiekszych problemow. A sprawia. Kiedy widze "kilkupietrowe" zdania przesycone metaforyka, jakiej nie powstydzilby sie niejeden natchniony wierszokleta, wymieszane z terminologia prawnicza, to nie tylko mam ochote wyrwac sobie klebki wlosow z glowy, ale przede wszystkim - w domowym zaciszu glosno pomstowac na autora owego dzielka. 

Tlumaczenie juz zakonczylam. Mam wiec dwa zapisane zeszyty. Wybralam te dosc starodawna forme pracy z tego wzgledu, ze tlumaczyc moglam prawie wszedzie, majac pod reka cos do pisania i rzecz jasna - ow kajecik translatorski, strzezony niczym tajemnica panstwowa. ;-)  Nie bylo to chyba zbyt madre posuniecie, biorac pod uwage, ze trzeba to teraz przepisac i to w trybie pilnym. Chwala Bogu, nie bazgrze niczym kura pazurem... Ma to jednak i swoje dobre strony, poniewaz mozolnej pracy komputerowego kopisty towarzyszyc bedzie jednoczesnie wytezony wysilek, ukierunkowany na stworzenie tekstu dajacego sie bez problemow przeczytac i zrozumiec. Czasami latwiej pracuje sie nad tekstem napisanym odrecznie niz widniejacym na ekranie.

Konczac przeklad ksiazki, natrafilam w ostatnim rozdziale na tak rozbudowana fraze, ze po przebrnieciu przez jej pierwsza czesc, dwiescie dygresji, osiemdziesiat wykrzyknikow i retorycznych zapytan autora, stracilam panowanie nad reszta zdania. Rozrysowalam wiec na kartce czytelny schemat owej misternie zaplatanej frazy i od nitki do klebka - nie zapominajac o kluczowym w tym wypadku pytaniu: "Co autor mial na mysli?" - dokonalam mozolnego przekladu. W takich sytuacjach zastanawiam sie, czy aby nie minelam sie z powolaniem, czy aby nie za wysokie to progi (translatoryczne) dla takiego laika jak ja. ;-)

Pomimo wszystko lubie te jezykowo-myslowa "dlubalnie" w ksiazkach i koncowy efekt, jakze rozny od pierwszych, byle jak skreslonych "szkicow piorkiem", kiedy to nieporadnosc i chropawosc zdan wywoluje moja wlasna dezaprobate i zwatpienie w sens calego przekladowego przedsiewziecia. Nie da sie ukryc, ze fortuny na przekladach ksiazek raczej nie zbije, ale sa takie zyciowe przyjemnosci (do ktorych zaliczam slowo pisane), ktorych sobie nie potrafie odmowic...

Czekoladek takze nie moglam sobie dzis odmowic. Wczoraj tez nie. ;-)

sobota, 15 marca 2008
Nieocenzurowana czekolada

 

la passion du chocolat

 

Croquer du chocolat. Pour commencer, la dent. Mais comme le chat en maraude, prendre son temps. S’offrir, pour raffiner le plaisir, un détour côté des narines; sur la truffe ou le bonbon, humer les arômes du tropique où la cosse a mûri. Le doigt a sa place dans l’opération: il découvre simultanément, juste avant la fonte, l’exacte charpente du corps-chocolat. Puis la mâchoire se referme. Impérative, mais subtile: c’est dans cet équilibre que vont s’éprouver le savoir-faire, l’expérience, le talent du croqueur ou de la croqueuse de chocolat. Le reste, les effets de langue, les délices plus ou mois prolongées de la déglutition, l’abandon qui suit — ne forment que le couronnement de cet instant royal que je viens de décrire, où la bouche, sauvage et artiste ensemble, a possédé sa proie. (IRÈNE FRAIN)

chocolat-felix-potin

Niesamowicie lubie stare "afisze" reklamowe, jak chocby te ponizej. U bukinistow w Strasburgu mozna bylo kupic reprodukcje na papierze lub na kawalku blaszki (wielkosci duzego zdjecia lub pocztowki). Te na blaszce przypominaly wieczka od dawnych metalowych bombonierek. Mam kilka z kotami (a jakze), ale w formie plakatow...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

23:22, reine_marguerite , Cytatnik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 marca 2008
9 miesiecy
 
Potomstwa sie nie spodziewam, ale piosenka Neuf mois wpadla mi w ucho... ;-)

 

http://www.paroles-musique.com/imprim.php?id=22646

20:56, reine_marguerite , Innusie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 marca 2008
Jak zdobywano dziką Północ...

Chociaz nie jestem wielka milosniczka komedii (z wyjatkiem francuskich, rzecz jasna), w piatek (a w kazdym razie jeszcze w tym tygodniu, najpozniej w weekend) wybieram sie do kina na film "Bienvenue chez les Ch'tis". Jakze moglabym przegapic film o "ludziach Polnocy"! :-) Co tam filme, sage o ludziach Polnocy! ;-) Film dopiero wszedl na ekrany kin, a juz - jak fama glosi - jest rozchwytywany we Francji jak swieze i cieple buleczki. Mam nadzieje, ze zamiast smakowitej buleczki nie dostane czerstwej chaly, ktora na dlugo stanie mi koscia w gardle. ;-)




Philippe Abrams est directeur de la poste de Salon-de-Provence. Il est marié à Julie, dont le caractère dépressif lui rend la vie impossible. Pour lui faire plaisir, Philippe fraude afin d'obtenir une mutation sur la Côte d'Azur. Mais il est démasqué: il sera muté à Bergues, petite ville du Nord.
Pour les Abrams, sudistes pleins de préjugés, le Nord c'est l'horreur, une région glacée, peuplée d'êtres rustres, éructant un langage incompréhensible, le "cheutimi". Philippe ira seul. A sa grande surprise, il découvre un endroit charmant, une équipe chaleureuse, des gens accueillants, et se fait un ami : Antoine, le facteur et le carillonneur du village, à la mère possessive et aux amours contrariées. Quand Philippe revient à Salon, Julie refuse de croire qu'il se plait dans le Nord. Elle pense même qu'il lui ment pour la ménager. Pour la satisfaire et se simplifier la vie, Philippe lui fait croire qu'en effet, il vit un enfer à Bergues. Dès lors, sa vie s'enfonce dans un mensonge confortable...

O filmie:
http://www.allocine.fr/film/fichefilm_gen_cfilm=126535.html

http://www.bienvenuechezleschtis-lefilm.com/

Critiques presse:
http://www.allocine.fr/film/revuedepresse_gen_cfilm=126535.html

Les Ch'tis i ich gwara:
http://www.histoires-de-chtis.com/

http://www.aupaysdeschtis.com/

http://www.paroledechti.com/

http://chtis.lavoixdunord.fr/

http://www.chblog.com/Fables-chtimi

http://www.guide-nord-pas-calais.com/dictionnaire_ch_timi_abc.htm

http://chtimipicard.free.fr/rubrique.php3?id_rubrique=4



21:13, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 marca 2008
Dialogi ze slimakiem

Warto kupic czy nie? Czy ktos mial juz moze w rece te ksiazke?

Nie o sobie mysle, bo ja wprawe w "rozmowach ze slimakami" juz mam i z niejednego pieca bagietke francuska jadlam. :-) Zastanawialam sie nad podobnym prezentem dla kogos z mojej rodziny w Polsce.



Opis ksiazki (od wydawcy):

Jak rozmawiać ze ślimakiem. Dziesięć przykazań, które pomogą Ci zrozumieć Francuzów


Jak zostać dobrze obsłużonym (albo w ogóle obsłużonym) w paryskiej restauracji? Jak prowadzić negocjacje biznesowe i jak romansować z Francuzką? Jak radzić sobie z francuskim sąsiadem i do czego służy tamtejsza służba zdrowia?
„Mieszkanie we Francji to umiejętność, nad którą trzeba pracować. Spędziłem tu połowę swego dorosłego życia i wciąż się uczę. Ta książka jest podsumowaniem wszystkiego, czego nauczyłem się dotychczas” – pisze we wstępie Stephen Clarke, autor bestsellerowych powieści o francuskich przygodach Anglika Paula Westa, Merde! Rok w Paryżu i Merde! W rzeczy samej. W istocie Clarke podaje esencję wiedzy zgromadzonej podczas badań terenowych, które od dwunastu lat prowadzi nad Sekwaną. Z tego pełnego błyskotliwych anegdot, sarkastycznych komentarzy i bon motów na każdą okazję podręcznika survivalu dowiemy się, że Francuz zawsze ma rację (a w każdym razie nigdy nie przyzna, że się myli).

Clarke łączy gafy Bridget Jones z zuchwałością Jamesa Bonda…Baczne obserwacje i nieustanne dowcipkowanie sprawiają, że nawet proza życia staje się surrealistyczna.
„Publishers Weekly”

Zrobił więcej na rzecz Ententy niż którykolwiek z polityków.
„Daily Mail”


PS.
Zwiedla mi wczoraj poinsencja... Kupilam ja tuz przed Bozym Narodzeniem z nadzieja, ze przetrwa zime... Nie doczekala wiosny. A juz, juz cieszylam sie, gdy z boku lodyzki zaczal niesmialo kielkowac bladozielony listek. Wczoraj skurczyl sie i dzis przypomina zwinieta papierowa tutke w miniaturze. Platki sczernialy, zwisly bezwladnie... Mam wyrzucic niechciana doniczke na smietnik niczym jakis "nieczuly barbarzynca" w jednej z basni Andersena?

Nawet zwyklego kwiatka nie udaje mi sie wyhodowac... Mam wrazenie, jakbym odniosla powazna porazke wychowawcza. ;-) Rozpaczliwy wyglad mojej poinsencji doskonale harmonizuje z moim obecnym stanem ducha.

Moze wlasnie dlatego nie nadaje sie nawet do opieki nad roslinami...?

Z informacji znalezionych w sieci wynika, ze jesli sie nie ma szklarni i zaciecia ogrodniczego, to poinsencja bedzie kwiatkiem na jeden sezon, czyli gora do marca-kwietnia...

Musze sobie poszukac jakiejs innej, trwalszej roslinki... Chyba mi tylko kaktusy pozostaly... ;-)

17:23, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 marca 2008
Napisali o nas w "Le Monde"

Wczorajszy "Le Monde":

"What does : "casse-toi pauvre con" mean in english ?"

Czyli uczcie sie francuskiego, bo nie znacie dnia ani godziny. ;-)


L'altercation a rapidement fait le tour de la planète. "Sarkozy's YouTube moment", titre ainsi The Globe and Mail. Mais le quotidien canadien souligne, par ailleurs, la perplexité des internautes pour traduire la réplique présidentielle.

Sur Yahoo ! Answers, la question est ouverte : "What does : "casse-toi pauvre con" mean in english ?" Vaste chantier. Chacun y va de sa proposition : "Piss off, poor idiot" (piss off, dégage, mais en vraiment vulgaire), "Get lost, asshole" (asshole, littéralement trouduc, mais bonne traduction de con). Les variations sont infinies. Certains, choqués, refusent de traduire les subtilités de langage du président et proposent : "*****, you ***** !"


Même embarras dans les médias anglo-saxons. Pour l'International Herald Tribune, c'est : "Then get lost, you poor jerk !" ("Dégage, pauvre idiot"). A la BBC, on préfère : "Get lost then you bloody idiot, just get lost !" (bloody, littéralement : saignant. Ici : foutu). Le fil de l'AFP en anglais : "Get lost, you stupid bastard !"

C'est bien plus chantant en italien : "Vai via, vai via, allora, povero coglione" ("Va t'en, va t'en, alors, pauvre con"), version de La Stampa. Chez les hispanophones, on balance entre le "Rajá, pobre pelotudo" ("Taille-toi, pauvre con") du journal argentin Clarin et le "¡ Lárgate, pobre imbecil !" (Largate, tire-toi) du quotidien espagnol El Pais. Pour les Allemands, on a le choix entre la version de Die Welt, "Dann hau doch ab, Du armseliger Dummkopf" ("Alors tire-toi, misérable crétin !"), celle du Spiegel, "Dann hau'doch ab, du Idiot", ou encore celle du Tagesspiegel, "Dann hau doch ab, du Blödmann" (Blödmann, connard).

Uwaga! Teraz bedzie cos o naszych polskich osiagnieciach w tej materii. Tym razem bylismy pierwsi... ;-) Wspomniana strona internetowa nie dziala. Pewnie juz dawno jej nie ma. :-)

En polonais, il y a un précédent, c'est "Spieprzaj dziadu !". Qui équivaut bien à : "Casse-toi, pauvre con !" C'est la phrase lancée le 4 novembre 2002 par Lech Kaczynski, alors maire de Varsovie, à un quidam qui l'interpellait dans la rue. Un site, www.spieprzajdziadu.pl, a été créé, des tee-shirts ont été fabriqués et des milliers de gens ont porté un bracelet en plastique marqué du désormais célèbre "Spieprzaj dziadu".


Trudno znalezc zamiennik...

Vivre avec un chat, c’est apprendre le bonheur d’être libre: voleur de poubelles, éventreur de canapé, assassin de canaris, un chat ne s’interdit rien et se moque du risque de la disgrâce. C’est aussi savoir qui l’on est, et ne pas l’oublier: même gras, l’intérieur de l’oreille marqué d’un tatouage inesthétique qui le prive d’une partie de son mystère, squatteur de fauteuil, gourmand et paresseux, un chat reste un chat, une petite âme belle et indomptable. C’est une leçon de vie. Un chat est aussi une bouillotte, un anxiolytique, un pitre élégant, un bonheur pour l’œil et pour la main. Un chat a plus d’imagination que le plus doué des écrivains. Ce qu’il regarde, vous ne le verrez jamais, et c’est le plaisir ultime de sa présence: entrer dans ce monde dont vous ne saurez jamais rien si ce n’est qu’il existe, là, dans cette petite tête ronde et ces yeux lunaires.

(DOMINIQUE MAINARD)
16:47, reine_marguerite , Cytatnik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka