La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
poniedziałek, 22 listopada 2010
Wlochate niewiniatko

Niech nikogo nie zmyla te czarne oczeta i smutny pyszczek.

Ten pies to wszystkozerny maly terrorysta i kleptoman o inteligencji rozwielitki, ulubieniec swojego Pancia i zgryzota na moje stare lata. :-)

Mimo wszystko do tej pory jeszcze nie wsadzilam go na tratwe i nie wyslalam do Francji.

Caly czas zastanawiam sie, jak doprowadzic do introdukcji (i pozniejszej intronizacji) gatunku Felis domesticus na moim wlasnym terytorium...

18:31, reine_marguerite
Link Komentarze (8) »
czwartek, 18 listopada 2010
Cassis czyli okruchy Francji

W kilku slowach Cassis wyglada tak:

dojezdzasz do stacji kolejowej w Cassis, wysiadasz z pociagu, wychodzisz przed dworzec, a tam.. nic.

Nic. Nic.

I dlugo, dlugo nic.

W pierwszej chwili zastanawiasz sie, czy aby na pewno Cassis to TA nadmorska miejscowosc na poludniu Francji, o ktorej rozpisuja sie przewodniki.

I idziesz, idziesz, idziesz przed siebie, az w koncu docierasz do miasteczka.

I wtedy jest OK.

Nawet jesli wpadasz tam w pazdzierniku, to wciaz mozesz spotkac ludzi wracajacych z plazy z recznikiem pod pacha, a wieczorny posilek w jednej z okolicznych portowych knajpek  -  zjesc na swiezym powietrzu.

Mozesz tez poglaskac rudego kota i bezskutecznie probowac znalezc jakakolwiek taksowke, gdy tymczasem okazuje sie, ze jedyny taksowkarz w okolicy o tej porze dnia chyba juz smacznie spi.

I pokrecic sie troche po waziutkich uliczkach, powdychac prowansalskie powietrze, po czym z bolem serca i na niechetnych nogach powedrowac z powrotem na stacje.

Nie, Francji nie da sie tak po prostu zapomniec...

 

 

 

wtorek, 16 listopada 2010
Z(a)myslona

Depuis bien des saisons (...) [les feuilles mortes] pourrissaient dans l'herbe, et les jours de pluie, vers la mi-octobre, un triste et délicieux parfum montait jusqu'à moi par la fenêtre entr'ouverte et me rendait pensif. (Green, Autre sommeil)

 


11:27, reine_marguerite , Cytatnik
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 listopada 2010
Bazant o poranku

Oto, co wyladowalo dzis rano w moim ogrodku na plocie, zapialo niczym kogut i polecialo dalej.  Przepiekny, dorodny i krzykliwy bazant.


Takiej ilosci dzikiego zwierza, jaka napotykam w Brytfanii na co dzien, nie widzialam nigdy wczesniej.

Niestety, niemal codzienny widok rozjechanych lisow, wiewiorek i innej drobnicy,  ze o sarnach nie wspomne, juz nie przyprawia mnie o usmiech...

12:16, reine_marguerite , Knociątko
Link Komentarze (6) »
czwartek, 04 listopada 2010
Czy ten pies przeplynie kanal La Manche?

Droga redakcjo!

Mieszkam w domu, w ktorym rzadzi pies. Niereformowalny. Z zapleczem w postaci Pana. A Pan psa uwielbia.

Czy jesli wysle go (psa, nie Pana) w samodzielny rejs w jedna strone tratwa, lodzia czy nawet czerwonym pontonem na wyprawe po kanale La Manche z Dover do Francji, to zapuka do mnie do domu RSPCA?

Uprzejmie prosze o odpowiedz.

Zrozpaczona.

Do ulubionych zajec wyzej wymienionego psa nalezy:

- skakanie po domownikach i gosciach, wspinanie sie po nogawkach i wycieranie w nich brudnych lap, zwlaszcza tuz po spacerze po romantycznie blotnistych polach wschodniej Anglii i zjedzeniu krowiego placka,

- psie pocalunki "z jezyczkiem", ktore przyprawiaja mnie o mordercze instynkty,

- zebractwo stolowe, czyli wspinaczka po stolach i proby sciagniecia czegokolwiek, co tylko jada Pan Pies. A pan pies zjada i wypija wszystko, od psiego jedzenia zaczynajac, przez marchewke i salate, a na dobrach luksusowych konczac. Wino, ser, winogrona... moze jeszcze kawior mu podac?

Z zebractwem stolowym laczy sie wymuszanie, ktorego wyjatkowo nie znosze. Kazdy posilek wyglada tak samo: my przy stole, a pies to z jednej, to z drugiej strony probuje wymuszac smakolyki. Leb tu, jezyk tam, lapa drapnac po ramieniu albo udzie (aj, to naprawde boli!), byle tylko cos uszczknac. Niewazne, ze miska pelna. Najlepsze to, co z panskiego stolu!

Pies zre wszystko, co mu wpadnie w lapy. Ksiazki, karty kredytowe, skarpetki Pancia i inne desusy (a to lotr!),  smieci, kurzowe "koty" z odkurzacza i inne tego typu przysmaki.

Drodzy czytelnicy! Jesli na drogach Brytfanii spotkacie kiedys na swej drodze szara honde z szalonym kierowca po prawej stronie i psem-wariatem na kolanach tegoz,  psem z zamilowaniem do trabienia i zmiany biegow, to z cala pewnoscia bedzie to NASZ samochod. A po lewej stronie bede siedziala ja z mina Hiacynty Bukietowej. I to nie bedzie zabawne.

Nie bede wspominac, jak wyglada samochod, w ktorym podrozuje pies i jego wszedobylskie klaki. Pies, ktoremu wolno wszystko.  Pies, ktory kiedys wyfrunie przednia szyba, czego mu oczywiscie nie zycze (no moze troche, bo wredna jestem). Ale o wypadek z taka bestia nietrudno...

Wywalczylam juz zakaz wstepu do sypialni. Na razie zakaz obejmuje tylko psa. Chlop wciaz ma dostep do wspolnego loza, ale i tak co noc gdzies w okolicach polnocy albo i pozniej wedruje do drugiej sypialni i spi ze swoim pieseczkiem ukochanym, bo przeciez pies jest lepszy niz jakas tam baba, nie? W sumie nie narzekam, bo chlop chrapie, a ja przeciez musze sie wyspac. Niby wiec spimy razem, ale osobno. Podobno tak lepiej dla zdrowia. Nie dosc ze pies upierdliwy, to jeszcze jego pan mi spac nie daje!

Na nic moje utyskiwania, ze pies niewychowany. Podobno kiedys byl jeszcze wiekszy czort z niego! Moze kiedy juz bedzie "bezjajeczny" jak moj makaron, wszystko sie jakos unormuje? Bo na razie najchetniej zglosilabym go na wyprawe w kosmos w zastepstwie Lajki.

Gdzie te moje koteczki kochane, czysciutkie, pachnace, z mieciutkim futerkiem? No, gdzie? Gdzie te moje delikatne lapeczki, gdzie gracja linoskoczka, gdzie ten koci wdziek?

Na usprawiedliwienie Pancia dodam, ze Pancio zwierza rozne zbiera po schroniskach: mial juz slepego starego kota, mial sedziwego psa bez rodowodu, wszystko to schroniskowe bidule i sierotki.

Ale ten pies mnie przerasta.

Jeszcze jedna niedzielna wycieczka nad morze i pies poplynie w sina dal.

A ja razem z nim, ale w zupelnie innym kierunku.

20:42, reine_marguerite , Knociątko
Link Komentarze (2) »
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka