La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
niedziela, 30 listopada 2008
Szczescie w kawalku sera

Manger avant de faire la cuisine

PAR SERGE JONCOUR

Faire les courses n’est pas ce pur moment d’allégresse tel qu’on le vante dans les reportages. Souvent il y a du monde, les poignées de sacs plastiques vous scient les phalanges et la petite monnaie ne vient pas… Non, le parfait mouvement de grâce dans les commissions c’est au moment de déposer les vivres fraîches dans la cuisine. Tout est là en vrac, une symphonie à venir, tout est frais, tout sent bon, le beurre, la viande, les herbes et les légumes, mais par-dessus tout ce qui fait craquer c’est le pain quand on le sort de son papier. On n’y résiste pas, on rompt un bout, on l’accompagne avec tout. Un morceau de beurre, pour commencer, puis de fromage, juste pour goûter, et le saucisson, tant qu’à faire, voir s’il est vraiment sec, avec juste une petite goutte de vin, rien que pour le goût, et un bout de pain encore. Après quoi on lance la cuisson du rôti, on re-goûte une petite rondelle de saucisson, cette fois-ci avec un cornichon, pour voir… C’est comme ça qu’on mange en faisant la cuisine, on se régale avant le repas, avec soi.

(autor zdjecia: Samuel)

15:45, reine_marguerite , Cytatnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 listopada 2008
Migawki z Düsseldorfu

Kilka fotograficznych wspomnien z naszego krotkiego pobytu w Düsseldorfie w ostatni weekend sierpnia. Zdjecia autorstwa mego jeszcze-nie-miauzonka.

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 25 listopada 2008
Usprawiedliwiona nieobecnosc

Tak wygladala moja mala uliczka przed domem w niedzielne popoludnie. Dzis po sniegu nie ma juz sladu i pozostaje miec nadzieje, ze mrozy i zimno nie powroca. A jesli wroca, to oby nie zagrzaly tu dlugo miejsca. 

Od razu przypomnial mi sie dialog z filmu "Bienvenue chez les Ch'tis":

- Philippe (Kad Merad) : Et... Et c'est comment la vie la-bas tous les jours ? Je veux dire, c'est tranquille non ?

- L'oncle de Julie (Michel Galabru) : Dur. Dur, dur.

- Philippe : Il... Il fait tres froid ?

- L'oncle : Oh...ouf ! En été ça va parce que tu as 0, 0-1. Mais l'hiver ça descend, ça descend, ça descend ; moins 10, moins 20, moins 20-moins 30. Tu dis : je reste couché, y te foutent du moins 40, tu vois ?

- Philippe : Moins 40 ?!

- L'oncle : C'est le Nord !

 

 
Taki maly przedsmak zimy w Valenciennes... Ladnie wyglada to zwlaszcza na wsi, choc jazda po osniezonych i sliskich wiejskich drogach, zwlaszcza wieczorem, nie nalezy do najmilszych przezyc.
 

 
Zmienilam nazwe bloga, bo jak dlugo mozna tkwic jedna noga w Alzacji, ktora opuscilam ponad dwa lata temu, a druga noga stac w Lille, ktore co prawda odwiedzam od czasu do czasu, ale przeciez takze i to miasto zostawilam z mysla o przeprowadzce do Valenciennes. "Gdzies na polnocy Francji", czyli Valenciennes i okolice, Polka - czyli ja, i Ch'tis - czyli moi nowi ziomkowie. ;-) Wliczajac mojego jeszcze-nie-miauzonka. Aby bardziej zintegrowac sie z tubylcami, zaczelam na wlasna reke uczyc sie ich jezyka, co zreszta sprawia mi niemala frajde i nieraz wywoluje gwaltowne ataki smiechu. 
 
Treizy zjechala na zime do Valenciennes i tradycyjnie na cale dnie popada w hibernacje, ozywiajac sie wieczorem. Futrzasta kulka spi z nami, a dzieki temu, ze mam swoje leki na alergie, kohabitacja przebiega raczej bezproblemowo.
 
 

Poza tym wszystko po staremu, choc planow na przyszly rok sporo, glownie w sferze zawodowej, ale nie tylko.  Ku swej radosci dowiedzialam sie o dwoch planowanych konkursach EPSO na unijnych urzednikow (w przyszlym roku), w ktorych postanowilam wziac udzial. Jesli natomiast nic sie nie zmieni, to latem odbede staz w Komisji Europejskiej w Brukseli. Niesmialo licze na to, ze spelnie chociazby jedno moje marzenie z zycia zawodowego...

Rozgladam sie takze za praca w Paryzu, lub chocby w regionie Ile de France. Nie mysle jednak o przeprowadzce, jako ze z Valenciennes do Paryza mozna codziennie dojezdzac pociagiem, TGV rzecz jasna. Jest to jeden z plusow Nord pas-de-Calais: zabi skok do stolicy.


Tu przy okazji pozdrawiam Epske z Brukseli (ktora pracuje w instytucji unijnej) i polecam jej blog: 

http://epska-wieczorynka.blogspot.com/

****

A na koniec kilka niusow z zycia prywatnego. Z przymruzeniem oka.


Wczorajszy dialog z moim chlopem:

Nie pamietam, dlaczego rozmowa zeszla na temat slubu (tak ogolnie), po czym okazalo sie, ze moj jeszcze-nie-maz nie tylko nie sprzeciwia sie planom matrymonialnym, ale i sam widzi sie juz w roli mojego "i-nie-opuszcze-cie-az-do-smierci".
Zapytalam wiec z niewinnym usmieszkiem:
- To moge juz cwiczyc nowy podpis jako przyszla Madame D.?
I juz sie ciesze, jakie ladne bede miala nazwisko. ;-)

Zarty zartami, ale wychodzi na to, ze w naszym zwiazku dzieciofobem jestem ja, a nie moj przyszly slubny. W zasadzie to on powinien zajsc w ciaze i urodzic, a nie ja. ;-) Niestety, nie licze na az tak wielki postep medycyny w ciagu najblizszych 10 lat... Ale tez ze wzgledu na nasze plany zawodowe odkladamy w czasie niezwykle palaca dla wielu kwestie "to kiedy ta fasolka?" (Ironizuje, mowic o dziecku w brzuchu per "fasolka"... Brrr...)

Jakis czas temu moj chlop malo nie przyprawil swojej mamy o zawal serca. Zostalismy zaproszeni na wieczor do znajomych (zona muzyka, o ktorym juz kiedys wspominalam, obchodzila urodziny). Zebralo sie sporo towarzystwa, ale bez zadecia, za to przy kominku i z dobrym alkoholem. Nie pamietam, z jakiego powodu pojawil sie temat czyjejs ciazy. Na to moj jeszcze-nie-maz odzywa sie ni z tego, ni z owego:

- Jesli pozwolicie, chcialbym was wszystkich powiadomic, ze... - tu zawiesil glos - ze musimy was juz opuscic. Zrobilo sie pozno, a my jutro wczesnie wstajemy.

Zrobila sie cisza. A moja przyszla tesciowa (nawiasem mowiac niesamowicie sympatyczna i ciepla osoba) miala taka mine, jakby ujrzala przed soba duchy wszystkich przodkow. Smiechu bylo co niemiara, bo faktycznie zabrzmialo to z poczatku tak, jak gdybysmy obwieszczali wszem i wobec przyszle rodzicielstwo... 

Ach, bylabym zapomniala. Na poczatku listopada pojechalismy oboje do Lille na koncert Thomasa Dutronc. Swietna muzyka (i genialny zespol towarzyszacy Thomasowi), doskonaly i barwny spektakl (trudno nazwac to zwyczajnym koncertem), niesamowity nastroj, krotko mowiac:  strzal w 10... A do tego ten zmyslowy glos i jego seksowny wlasciciel, czyli piekny Thomas w roli glownej. Polecam!

(foto znalezione w Internecie, zrodla niestety nie pamietam...)

I tak wciaz chodzi za mna:

Comme un manouche sans guitare
Comme un château sans la Loire
Quand t'es pas là
Je suis comme ça

Albo:

J'aime plus Paris
On court partout ça m'ennuie
J'vois trop de gens
Je me fous de leur vie
J'ai pas le temps
Je suis si bien dans mon lit

Lub jeszcze:

J'AI UN BON FONDS D'INVESTISSEMENT
J'FAIS DE BONNES ACTIONS A VINGT POURCENT
J'AI CHOISI LA BOURSE ET LA VIE
J'SUIS PAS NASDAQ
J'AI UN BON FONDS D'INVESTISSEMENT
DE BONNES ACTIONS A VINGT POURCENT
J'AI CHOISI LA BOURSE ET LA VIE
MOI MON TAILLEUR EST ITALIEN
C'EST IMPOSSIBLE QUE JE CRAQUE
J'SUIS PAS NASDAQ

http://www.thomasdutronc.fr/

http://www.deezer.com/fr/thomas-dutronc.html

Milego sluchania! I ogladania (a jest co). ;-)

14:51, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (1) »
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka