La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
piątek, 23 listopada 2007
Francja numerem jeden

Oczywiscie. Francja to dla mnie numer 1 w kategorii "ulubiony kraj". :-) Nie moze byc inaczej. To nie podlega najmniejszej wrecz dyskusji. ;-)

W kolejce na publikacje czekaja fotki z:


A) Francji:

- Lille














- Palais des Beaux Arts w Lille










- Cote d'Opale









- Grenoble






- Massif des Grandes Rousses w Alpach









- Colmar
- Strasburg (jeszcze ich troche zostalo)



- Nancy
- kilka zdjec z Burgundii


B) Belgii:

- Brugia









C) Wloch:

- Como









- Mediolan






Mam nadzieje, ze znajde w koncu czas, by opisac, uporzadkowac i wybrac najciekawsze zdjecia z moich mniejszych i wiekszych wypraw po Francji (i nie tylko). Przypuszczam, ze mam do przejrzenia kilka tysiecy fotek, wiec zapewne zajmie to kolejny rok albo i wiecej. ;-) Zartuje. Moze uporam sie do konca grudnia. ;-)

sobota, 17 listopada 2007
Ulisses i spolka

Plus tard, j’ai eu Ulisse, puis son copain Léopold Bloom et même un moment toute une famille Joyce avec une Molly et un Dedalus. Les gens du village appelaient Léopold Bloom "Léon Bloom". Ce fut bientôt la zizanie. Le petit Dedalus, empêché de manger par les autres, n’a pas tenu longtemps et a traversé dignement la rue pour s’installer chez les voisins. J’ai donné la chatte Molly, qui était persécutée, et un jour, Ulysse, fidèle à son nom, est parti après de multiples combats, manifestations urinaires et autres. Bloom est resté seul. Bloom qui devait fuguer alors que j’étais allé trois mois aux Etats-Unis. A mon retour, ma femme de ménage me dit très embêtée : « Votre chat Bloom, il a disparu, on ne le voit plus, ça fait un mois qu’il n’a pas reparu. » Je me retourne, il était sur la fenêtre !

Peu de temps avec Bloom, bientôt enfui lui aussi, n’ayant pas accepté des amis à qui j’avais, un moment, prêté ma maison. Sully lui a succédé, un gentil chat pas très malin qui, un beau jour, en plein milieu d’un dîner, nous a apporté une souris toute mâchouillée, sanguinolente, les intestins sortant du ventre, une martyre. Un invité a pris la souris par la queue et l’a balancée sur le terrain d’en face. De rage, le chat est parti et n’est jamais revenu.

("Chat plume", s. 282)

00:41, reine_marguerite , Cytatnik
Link Dodaj komentarz »
Cudowne lata... ;-)

Zamiast spac, skanuje zdjecia dla potrzeb "naszej klasy". :-) Znalazlam swoje stare foty pamietające jeszcze lata osiemdziesiate. Na szkolnym baliku w "zerowce" naliczylam szesciu kowbojow, piec ksiezniczek, jedna Japonke, jedna Cyganke, jedna mala Rosjanke, dwoch Indian, jedna "krakowianke", dwoch Sindbadow (a raczej Sindbadki) i jednego Czerwonego Kapturka (pozniejsza kolezanke z liceum). :-)
Zdjecia z pasowania pierwszoklasistow w mojej podstawowce moglyby nosic tytul "mali komunisci". Sztandary, transparent za naszymi plecami: "nigdy cie nie zawiode, Ojczyzno", do tego czerwone "krawaty" w biale groszki...
Zakonczenie osmej klasy - stroje i fryzy z pierwszej polowy lat 90. (fioletowe albo zielone garnitury u chlopakow - istne BCBG), pierwsze makijaze u dziewczat (jakis urodzaj na pandy byl...) i zaczatki wasow u chlopakow. ;-)
Studniowka, ktora wspominam jako naprawde swietna impreze, mimo ze nie przyszlam na nia w towarzystwie jakiegos absztyfikanta, ale kolegi z liceum, ktory sie spoznil (dotarl juz mocno po polonezie), bo mial egzamin na prawo jazdy...
Szkolne wycieczki, coroczne klasowe zdjecia w auli szkoly - co zdjecie, to smieszniej wygladamy... :-)

A to znow ja - tym razem w czasach tzw. odwrotnej metamorfozy. Sliczne dzieciatko zamienilo sie w okolicach siodmego roku zycia w paszczura. Paszczur przestal straszyc pozno, bo dopiero w koncowce liceum. :-)
Powiedzmy, ze dzis bardzo przypominam to dziewczatko o niewinnej buzi. ;-)




Znow jakis balik, tym razem w czasach przedszkolnych. Chlopczyk trzymany za reke to nie moj owczesny "narzeczony", ale starszy brat. ;-) Stroje i makijaze - autorstwa mamy i babci.



Istny szal z ta "nasza klasa". Nie ma dnia, zebym tam nie zagladala. :-) Niestety, ominie mnie "spotkanie po latach" z udzialem ferajny z liceum...

czwartek, 15 listopada 2007
G(r)ówno

[Isidore] avait son caractère, il ne supportait pas que l’on se moquait de lui: un jour, il veut sauter d’une chaise sur la table, rate son coup. Je rigole! Il s’est éloigné, d’un air vexé, en me disant au passage le mot de Cambronne. Oui. En quittant la pièce, dans son langage, il m’a dit merde. Pour bien se faire comprendre, avant de sortir, il s’était mis à gratter le sol, en me regardant, comme il fait d’habitude avec ses pattes pour enterrer une crotte. Exactement il m’a dit : « Tu es de la crotte et je t’enterre. »

("Chat plume", s. 365)
22:35, reine_marguerite , Cytatnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 listopada 2007
Latka lecą

A ja wlasnie przebywam w kraju z wizyta gospodarska. ;-) Za to w przyszla sobote wylatuje na tydzien do Dublina. To moja pierwsza wizyta w Irlandii. Kiedys musi byc ten pierwszy raz. Wylaczenie opcji "français" i aktywacja opcji "English" kosztuje niemalo wysilku i energii, nie mowiac juz o mozliwych gafach, niedorzecznosciach i zakloceniach komunikacyjnych. ;-)


Zeby isc z postepem i duchem czasu, zarejestrowalam sie na portalu "Nasza klasa". ;-) I ku mojemu zaskoczeniu juz pierwszego dnia otrzymalam liscik od kolegi z podstawowki. ;-) Co prawda nadal jest nas tylko garstka: dziesiatka z SP i dziesiatka z liceum (mam na mysli moje dawne klasy), biorac jednak pod uwage skutecznosc tzw. poczty pantoflowej, nalezy sie liczyc z tym, ze niebawem stawimy sie w komplecie. Jesli nie na klasowym spotkaniu, to przynajmniej w wirtualnym swiecie.



Przy okazji zdazylam sie przeziebic, wysmarkac prawie caly zapas chusteczek i oproznic kilka flaszek trunku o wdziecznej nazwie "Sirupus kalii guaiacolosulfonici". Jesli do tego dodac, iz o godzinie wpol do piatej jest juz ciemno (u mnie w Lille dopiero od osiemnastej), zycie przestaje smakowac... ;-)

PS. Pajacyk na zdjeciu to ja. Balik w zerowce. Byc moze jeszcze koncowka '85 lub poczatek '86. ;-)

Ech, nie ma to jak szperanie w starych albumach... :-)

PS. Osoby, ktore w dalekiej przeszlosci mialy stycznosc z ww. pajacykiem, proszone sa o kontakt z redakcja. ;-)


100% Alzacji

Galeryjka juz otwarta... Z opoznieniem. :-)

Pekata walizka

Strasburg zaprasza. ;-)

01:23, reine_marguerite , Innusie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 listopada 2007
W Strasburgu, czyli u zrodel



Mimo roznych obowiazkow i nawalu zajec znalazlam nieco czasu, by zeskanowac zdjecia, ktore pamietaja jeszcze lata, kiedy Reine Marguerite byla jeszcze slodka blondynka o wadze 55 kg. ;-) Obecne wysilki zmierzajace ku przywroceniu poprzedniego stanu rzeczy (oprocz wyzej wymienionej blondynkowatosci) niebawem przyniosa dlugo wyczekiwane rezultaty. O ile, rzecz jasna, nie zadzialaja rozne ciemne sily... ;-)

Pierwsza porcje zdjec pamietajacych jeszcze stare strasburskie czasy i stypendium Erasmusa zamieszcze jutro, ale nie tutaj, tylko w "Pekatej walizce" (czyli moim drugim blogu ze zdjeciami, o ktory ostatnio wcale nie dbam). Dam znac, kiedy wszystko bedzie gotowe. :-)

23:26, reine_marguerite , Innusie
Link Komentarze (2) »
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka