La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
czwartek, 30 listopada 2006
Avertissement

Jestem dzis zdziebko wkurzona. Rzucilam okiem na ostatnia notke, ktora splodzilam wczorajszym wieczorem, zanim dopadl mnie wyjatkowo uciazliwy "globus". ;-) Notki, poki co, nie zamieszczam, bo jest wybitnie francuzozercza, stronnicza i jak najbardziej subiektywna. Czekam na moment natchnienia (byc moze dzis po poludniu), by ja nieco utemperowac i wygladzic.

Jade do mojego trendy klubu spalic zjedzone dzis kalorie (kanapki z wedzonym lososiem i rogalik plus slodka kawa z automatu wypita tuz przed porannym seminarium). ;-)


Tendresse. Wolę to słowo niż polskie czułość. Kiedy ściska w gardle dlatego że istota na którą patrzę jest tak bardzo krucha, ranliwa, śmiertelna, wtedy tendresse.

(Czesław Miłosz, "Nieobjęta ziemia")



12:32, reine_marguerite , Cytatnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 listopada 2006
Cieplo - zimno

Na przemian nie ma u mnie (a takze u pozostalych lokatorow) a to cieplej wody, a to ogrzewania. Klade sie spac wieczorem - kaloryfer grzeje na potege, budze sie rano - kaloryfer chlodny. Z kranu nad umywalka leje sie zimna woda, a w tym samym czasie z prysznica - goraca. Kiedy brakuje cieplej wody w lazience, to za to w kuchni nie ma z tym najmniejszych problemow. I tak juz od kilku tygodni. Cuda jakie czy co?

Mycie naczyn w zimnej wodzie nie nalezy do przyjemnosci, podobnie jak plukanie paszczeki po wyszorowaniu zebow mietowa pasta, gdy kazdy lyk lodowatej wody przypomina wyrafinowane tortury. :-)

Szczekanie zebami pod koldra wieczorowa pora to jedna z ostatnich atrakcji.

W czytelni tez chlodno.

Tylko za oknem dziwnie cieplo, jak na te pore roku. Na termometrze + 12 stopni.

Jeszcze kilka takich dni bez ogrzewania w mieszkaniu, a bede musiala wychodzic na dwor, by sie ogrzac. ;-)

Ile to juz latek? ;-)

Slynnemu solenizantowi zaspiewajmy dzis: "Sto lat"! ;-)


poniedziałek, 27 listopada 2006
Strzez sie pociagow?

Dlaczego lubie jezdzic koleja we Francji? Nie, to nie tytul szkolnego wypracowania, tylko kilka refleksji, jakie nasunely sie mi po powrocie z Wloch. Odsuwajac na dalszy plan moj osobisty bzik na punkcie podrozy tym wlasnie srodkiem transportu, uczciwie i obiektywnie przyznac musze, ze koleja we Francji jezdzi sie bardzo wygodnie, bardzo szybko, choc wcale nie najtaniej.

Dlaczego wiec lubie francuskie koleje? :-) Po pierwsze: bilet moge zakupic, nie wychodzac z domu. Na stronie internetowej znajde nie tylko pelna informacje o rozkladzie jazdy, cenach biletow (ze znizka lub bez, 1 albo 2 klasa etc.), moge sobie rowniez wybrac miejsce w wagonie (np. przy oknie zgodnie z kierunkiem jazdy :-)) i zamowic bilet z dostawa do domu (poczta). Jesli zas nie skorzystam z tej opcji, wtedy albo odbieram bilet w okienku na dworcu, albo "drukuje" w automatycznym dystrybutorze w kolorze zoltym, zwaym "billeterie automatique". Jest to wspanialy wynalazek. :-) Dzieki temu nie musze stac w kolejkach (a te bywaja nieraz bardzo dlugie) i zyskuje na czasie. Pod tym wzgledem pieknej Italii daleko jeszcze do Francji. Co ciekawe, we Francji nawet w malej dziurze, w malej miescinie z malutka stacja i dwoma peronami stoi automat, w ktorym mozna kupic bilet. Nawet w malej francuskiej miescinie udalo mi sie w okienku dokonac rezerwacji na podroz pociagiem przez pol Francji, kawalek Szwajcarii i spora czesc Niemiec az do Berlina. Bez najmniejszych problemow. I to wlasnie lubie.

We Wloszech natomiast - automatow na malych stacjach niet, rozklad jazdy - w formie papierowej wisi za szybka na stacji (mowie o malych miejscowosciach), a bilety mozna kupic jedynie w okienku (chociaz np. w Mediolanie maja automaty). Duzy plus dla Francji. :-)

Po drugie: wsiadam do czystego, klimatyzowanego pociagu, najczesciej bezprzedzialowego, czyli tak jak lubie. Nie walcze o miejsce siedzace przy pomocy lokci i silnej piesci, poniewaz mam rezerwacje. Moj fotel czeka wiec na mnie i tylko na mnie. :-) Nie musze stac na korytarzu na koncu wagonu lub - w pociagu nocnym - spac gdzies pod ubikacja. Po kilkugodzinnej podrozy nie boli mnie glowa od huku jadacego pociagu - wagony sa bowiem dobrze wyciszone. Co najwyzej moga mi przeszkadzac inni podrozni, lecz coz - na to nie mam wplywu. I co najwazniejsze - podrozuje sie wyjatkowo bezpiecznie. Nawet na dlugich nocnych trasach (typu Strasburg - Nicea albo Strasburg - Paryz). Uspokaja mnie obecnosc policjantow i czegos w rodzaju naszej sluzby ochrony kolei. Nigdy nie zostalam okradziona (co zdarzylo mi sie w Polsce) ani pobita, nikt mnie nigdy nie zaczepial, a w nocy - zamiast trzasc sie ze strachu, moglam spokojnie spac na rozkladanym siedzeniu. W cieple, dodam.

Po trzecie: czas podrozy. Przyjemnie jest wsiasc do porannego TGV w Nicei o godzinie 7 i wysiasc w Paryzu o wpol do pierwszej, czyli po pieciu i pol godzinach podrozy. Pokonujac w tak krotkim czasie ponad 900 km. I kiedy wysiadam na Gare de Lyon w Paryzu, nie przypominam zombie w wymietym ubraniu. To samo tyczy sie zreszta podrozy na tzw. "duzych liniach", jak chocby miedzy Strasburgiem i Paryzem lub innymi miastami, wszedzie tam, gdzie jeszcze nie kursuje TGV.

Po czwarte: ceny biletow. Prawda jest, ze koleje francuskie nie naleza do najtanszych. Jesli jednak ma sie odrobine szczescia, mozna albo zalapac sie na rozne znizki (jak chocby taryfa 12-25: 25% znizki), albo stac sie szczesliwym posiadaczem specjalnej karty (ja np. mam Carte 12-25, zaplacilam za nia okolo 50 euro). Nie za darmo, rzecz jasna, ale wydatek ten zwraca sie bardzo szybko. Jest tez karta Grand Voyageur (wazna przez trzy lata, koszt: bodajze 30 euro), dla tych, ktorzy czesto podrozuja, a takze Carte Escapades, Carte Senior i Carte Enfant Plus (dla podrozujacych z dziecmi). Do tego dochodza roznego rodzaju programy "lojalnosciowe" (dla stalych klientow), S'miles, mozliwosc nabycia darmowych biletow etc.

Po piate: promocje. Informuje wiec, jesli ktos mieszka we Francji: od 1 listopada do 3 grudnia kupic mozna promocyjne bilety do pieciu wloskich miast (wyjazd z Paryza): Turynu, Mediolanu, Rzymu, Wenecji i Florencji! 25 euro za podroz do Turynu i Mediolanu (TGV) albo 35 euro za kuszetke - do pozostalych miast! A niech to! Gdybym wiedziala o tym wczesniej, to chyba zamiast do Mediolanu i okolic wybralabym sie, jesli nie do Rzymu, to przynajmniej do Wenecji! ;-)

Z innych promocji: w okresie przedswiatecznym, podroz ze stolicy Francji do Belgii (w ofercie kilka miast) za jedyne 25 euro (od 1 do 15 grudnia), a do Holandii i Niemiec - za 29 euro. Wyjazd do Holandii - miedzy 4 stycznia a 15 lutego, a do Niemiec - podobnie jak do Belgii, miedzy 1 a 15 grudnia br.

A juz ceny biletow w obie strony, tzw. weekendowych, zwalaja z nog: Strasburg - Paryz (30 euro), Paryz - Lille (30 euro), Lyon - Paryz (50 euro), Paryz - Marsylia (60 euro), Paryz - Nantes (50 euro). Mowa oczywiscie o biletach normalnych, bez znizek. Dla porownania: zwykly bilet w jedna tylko strone (2 klasa) z Paryza do Strasburga kosztuje 50 euro. Z Paryza do Marsylii - ponad 70 euro. Oplaca sie wiec kupowac bilety po cenie promocyjnej, ale uwaga: schodza one jak cieple buleczki i warto wczesniej postarac sie o rezerwacje.

Do konca stycznia przyszlego roku mam jeszcze karte 12-25 (znizki 50%), a pozniej - albo czeka mnie kupno innej karty upowazniajacej do znizek, albo szukanie takich wlasnie atrakcyjnych promocji.

I po szoste wreszcie: w okienku na dworcu nie wita mnie obrazona pani Gienia, tylko usmiechnieta i mila obsluga (damska lub meska). W duzych miastach istnieja zazwyczaj osobne okienka dla podroznych kupujacych bilet tuz przed odjazdem (a w kazdym razie w dniu wyjazdu) oraz osobne dla tych, ktorzy chca kupic bilet z wiekszym lub mniejszym wyprzedzeniem. Dzieki temu pani Dupont, ktora pragnie zarezerwowac miejsca w pociagu dla szecioosobowej rodziny plus pies i dwa koty z miesiecznym wyprzedzeniem, z dwoma przesiadkami etc., nie blokuje przez pol godziny kolejki tym, ktorym wlasnie bardzo sie spieszy na najblizszy pociag.

Warto tez dodac, ze panie w okienku posluguja sie jezykami obcymi - jesli wiec ktos nie mowi po francusku, moze smialo zapytac po angielsku lub niemiecku (przynajmniej w Strasburgu, gdzie ten drugi jezyk jest bardzo popularny). Mile zaskoczenie spotkalo mnie w Mediolanie - mimo ze jako tako mowie po wlosku (ale w wersji mocno limitee), moglam bez problemow dogadac sie po francusku.

I po siodme: czyste WC w pociagach. Z biezaca woda i papierem toaletowym, a nawet suszarka do rak.

Strona internetowa francuskich kolei (dostepna w 5 wersjach jezykowych):
http://www.sncf.fr/

Dalej: klikamy na ikonke: voyages-sncf.com
A następnie: na ikonke: train
Na tej samej stronie: linki do promocyjnych biletow

Promocje:
http://agence.voyages-sncf.com/daily/deals/default.aspx?rfrr=-9465

Carte 12-25:
http://www.12-25-sncf.com/accueil/

Carte Escapades:

http://www.escapades-sncf.com/accueil/

Carte Grand Voyageur:

http://www.grandvoyageur-sncf.com/accueil/

A na koniec cos na temat rekordow predkosci:
http://www.entreprise-sncf.com/sncf_images/records.html

piątek, 24 listopada 2006
Wciaz o tym samym...
Ni stad, ni zowad przypomnialam sobie, jak to nie tak dawno temu na jednym ze znajomych blogow, a konkretnie u Fabelli, pojawil sie arcyinteresujacy wpis o wdziecznym i zachecajacym tytule "Sex we Francji." A nieco wczesniej na "forum francuskim" natrafilam na watek o "francuskim kochanku".

Dlaczego o tym pisze? Jakis czas temu siegnelam bowiem po raz kolejny po jednego z moich ulubionych polskich autorow. Oto, co o milosci a la francaise pisal niegdys w swoim "Dzienniku" Gombrowicz (dla wyjasnienia dodam - w latach piecdziesiatych) - z wlasciwa sobie zjadliwoscia. Niestety, mam przy sobie tylko francuskie tlumaczenie, a nie polski tekst. Zainteresowanych odsylam do pierwszej czesci "Dziennika". :-)

Jusqu’a présent, c’est Paris – pour parler d’une manière générale et quelque peu symbolique – qui nous imposait sa conception de la femme. D’où le règne de Paris dans notre imagination, ce chant devenu répugnant de tant de Sarmates parisiens enivres par les prestiges, les éclairs de la Ville lumière. Il y a eu cette magie, électrique et érotique, de Paris – mais courage! devenez antiparisiens, essayez d’apercevoir jusqua’au fond cette abomination érotique!

Ecoutez avec attention le langage amoureux des Français, celui de l’alcôve. Est-ce qu’il vous émeut, vous amuse, vous attendrit? N’auriez-vous pas, plutôt, envie de le vomir comme l’une des choses ignobles de ce monde? de vomir l’amour en robe de chambre, le petit caleçon triomphant, les bourgeois en pleine extase érotique? Et maintenant, écoutez donc attentivement le langage amoureux de leurs classes supérieures. Lequel des deux préférez-vous? Le langage intellectuel-sensuel qui n’appartient qu’au vieux chauve intelligent, plein de sagesse, en train d’analyser ses propres orgies? Ou bien le langage charmeur des salons, qui n’est rien d’autre que soubresauts d’habits noirs, danse de perruques, costumes de confection pour les messieurs-dames? La laideur du chant d’amour français est d’avoir accepté la laideur. Non seulement le Français s’est résigne a la laideur de notre civilisation, mais encore il a fini par l’aimer. C’est pourquoi il ne fraye jamais avec la femme nue, mais avec la femme soit habillée, soit déshabillée. La Venus française n’est jamais la fille nue, mais Madame, avec son grain de beauté, et fort distinguee. Ce n’est plus l’odeur du corps qui les excite mais le parfum. Le Français a fini par adorer toutes les beautés artificielles tels le charme, l’élégance, la distinction, l’esprit, la parure, le maquillage, tout ce qui sert a masquer l’age et la déchéance biologique – aussi la beauté française est-elle celle de la quarantaine. Et si cette beaute-la a su conquérir son monde, c’est qu’elle a pour nom résignation – chose accessible aux dames aussi mures que riches et à tous les causeurs et bons vivants amortis, quelque chose dont leur age mur, age avance, peut encore profiter de jouir. Oui, c’est la beauté résignée, réaliste qui nous chante : « Quand on n’a pas ce que l’on aime, on aime ce que l’on a… »

17:43, reine_marguerite , Cytatnik
Link Komentarze (4) »
Kotolubnie
Kreci sie tak, ze trudno uchwycic go w jakiejkolwiek sensownej pozycji. Tego wloczykija spotykam kolo domu dosc czesto: za kazdym razem podchodzi ufnie, gdy sie go zawola, pozwala na chwile pieszczot i poprzymila sie, mruczac z zadowolenia. Wloczykij ma swoj dom (o czym niechybnie swiadczy zalozona mu przez sluzbe czerwona obrozka), woli jednak calymi dniami walesac sie po parku, snujac sie czasem pod oknami akademika w poszukiwaniu jadalnej zdobyczy. Mam nadzieje, ze nie wpadnie nigdy w lapska jakiegos bezmyslnego sadysty, ktory chetnie wyrzadzilby mu krzywde. Kotek jest bowiem tak ufny, ze bez oporow pozwala wziac sie na rece.



Nie widzialam jeszcze we Francji bezdomnych i bezpanskich kotow. Zyja gdzies takie biedactwa, wygrzebujac jedzenie ze smietnikow i chowajac sie po piwnicach, czy moze wszystkie koncza zywot na talerzu w chinskiej restauracji? ;-) Je plaisante... Kazdy z rzadka napotkany kot ma na szyi obrozke i co ciekawe - zazwyczaj nie jest to pospolity dachowiec, ale jakies rasowe kocisko, puchata i barwna kocia pieknosc. Ten oto "tygrysek" plci meskiej (nie omieszkal bowiem zaprezentowac tego, co ma pod ogonem) raczej do arystokracji nie nalezy...



A ja z utesknieniem czekam na powrot do domu, by znow wysciskac moja czarna bestie. ;-)
17:30, reine_marguerite , Innusie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 listopada 2006
Zdjecia, zdjecia

Zeby nie zapelniac tego bloga setkami zdjec, zalozylam nowy.

Pękata walizka.

http://margharita.blox.pl/html


Hu hu ha, nasza zima zla

Z powodu przeprowadzanego wlasnie remontu wylaczono u mnie w akademiku ciepla wode i ogrzewanie. Na dwa dni. Od wczoraj moje mieszkanko przypomina lodowke, a woda w kranie ma temperature wody w gorskim strumieniu. Jakis geniusz wpadl bowiem na pomysl, by prace konserwacyjne wykonywac pod koniec listopada, gdy za oknem temperatura nie przekracza kilku stopni, choc byl na to czas w wakacje albo chociazby na poczatku pazdziernika, gdy jeszcze bylo dosc cieplo i slonecznie.


Trzeslam sie wiec wczoraj z zimna, opatulona w sweter i ciepla bluze, choc zazwyczaj slecze wieczorem nad ksiazkami, odziana w koszulke na ramiaczkach i krotkie spodenki. Dzis rano z trudem wygrzebalam sie z cieplutkiej poscieli, by pograzyc sie w czelusciach zimnej lazienki. Lodowaty prysznic przypomnial mi kapiel w Morzu Srodziemnym w styczniu - wiem, co mowie, bo sprawdzilam. :-) Jest mi wyjatkowo ciezko (oj, wej, takie psie zycie... ;-)), gdyz zazwyczaj biore krotki prysznic dwa, a nawet trzy razy dziennie, lecz coz, ani dzis, ani wczoraj nie moglam sobie pozwolic na ten luksus. I tak jeszcze wciaz pociagam nosem i pokasluje po ostatnich wojazach w Italii.

Na kartce z informacja o odcieciu ogrzewania i cieplej wody ktos nabazgral: "Toujours en panne! Ras le bol!" Ostatnie takie "ciecie" mialo miejsce w czasie, gdy wyjechalam do Wloch, ominely mnie wiec przyjemnosci zwiazane z przesiadywaniem w zimnych pomieszczeniach.

Szczesciem ide dzis na moj wuef, wiec przynajmnie wezme letni prysznic po zajeciach, a do wieczornych ablucji zatrudnie czajnik, zeby miec choc kapke cieplej wody do umycia zebow.

Jak tak dalej pojdzie, to dzis zasiade do biurka w czapce i rekawiczkach albo rozpale ognisko w koszu na smieci. ;-)
poniedziałek, 20 listopada 2006
Idzie nowe?

Ze studenckiego punktu widzenia: wazna wiadomosc. Dla obecnych i przyszlych studentow obcokrajowcow:

http://www.lemonde.fr/web/article/0,1-0@2-3226,36-836199@51-827136,0.html

(Sarkozy s'engage à simplifier le droit des étudiants étrangers à travailler)

A ja znalazlam jeszcze to. Nie tlumacze na polski, zainteresowani beda wiedzieli, o co chodzi:

Nouvelles dispositions sur les etudiants etrangers:

Les articles 8 et 9 de la loi n° 2006-911 du 24 juillet 2006 relative à l'immigration et à l'intégration prévoient de nouvelles mesures sur le séjour en France des étudiants étrangers :

  • la carte de séjour "étudiant" donnera désormais droit à l'exercice, à titre accessoire, d'une activité professionnelle salariée dans la limite de 60% de la durée de travail annuelle,

  • 5 cas de délivrance de plein droit de la carte de séjour "étudiant" sont créés, par exemple au profit des étrangers boursiers du Gouvernement français,

  • les étudiants admis à suivre, dans un établissement d'enseignement supérieur habilité au plan national, une formation en vue d'obtenir un diplôme au moins équivalent au master pourront se voir délivrer, lors du renouvellement de leur premier titre "étudiant", une carte de séjour pluriannuelle d'une durée maximum de 4 ans,

  • une carte de séjour "stagiaire" est instituée au bénéfice des étudiants étrangers souhaitant effectuer en France un stage dans le cadre d'une convention de stage.

L'application de ces nouvelles dispositions est soumise à des décrets.

La fiche sera mise à jour dès leur parution.


Pozyjemy, zobaczymy, panie ministrze...

15:05, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka