La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
sobota, 31 stycznia 2009
Dosc juz tej zimy, rozklejam sie

Malkontenctwo i pesymizm to mroczna strona mojej natury. Podobnie jak poczucie, ze wlasnie tam gdzie akurat nie mieszkam, na pewno musi byc lepiej. Nieustajace przeswiadczenie, ze szczescie omija mnie szerokim lukiem, a poczynione wysilki nie przynosza spodziewanych rezultatow. 

Jakkolwiek brzmi to banalnie, niemaly wplyw na moja kondycje psychiczna ma oczywiscie zimowa pora. Ciezkie chmury wiszace dzien w dzien nad miastem i smetna szarosc wylazaca z kazdego kata sprawiaja, ze mam ochote zaszyc sie pod koldra i obudzic dopiero na wiosne, najlepiej na poczatku kwietnia. Jak to na polnocy Francji bywa, deszcz jest tu niemal codziennym gosciem bez wzgledu na pore roku. Jesli komus odpowiada taka deszczowa pora, to niech predziutko zakupi bilet na pociag lub samolot i bez wahania wyruszy w podroz po Nord-Pas-de-Calais. Koniecznie nalezy wyposazyc sie w peleryne, parasol i kalosze. I oczywiscie nie zapomniec o cieplym ubraniu, bo gdzie indziej - jak nie tu - bywa po prostu zimno i paskudnie?

Nigdy wczesniej zima we Francji nie byla dla mnie tak przygnebiajaca jak tu - czy to w Lille, czy w Valenciennes. Mimo wszystko staram sie wykorzystywac kazdy moment, gdy na niebie pojawia sie slonce, by choc chwile poczuc na twarzy jego promienie i przy okazji ogrzac jeszcze w miare mlode kosci. Mieszkanie na parterze w ciasnej zabudowie na starowce ma swoje ogromne plusy, ale tez i wady - rzadko kiedy przez okna zaglada slonce, a zima praktycznie caly dzien jestesmy zmuszeni siedziec przy zapalonym swietle. Latem mam jeszcze nasze male podworeczko, na ktorym moge sie wylegiwac i w spokoju czytac ksiazke lub przygladac sie zabawom Treizy. Ech, ta zima, te temperatury, to wciaz pochmurne i szare niebo, gole drzewa i krzewy... Prawie za kazdym razem, gdy tylko wychyne nos poza prog domu, odczuwam pewien smutek i jakies takie zniechecenie, ot, zimowa depresja.

Sloneczna pora mozna z pomoca aparatu fotograficznego uchwycic kilka przyjemnych zakatkow miasta. Co widac na ponizszych zdjeciach.

Kotka nie opuszcza mnie dzis ani na krok. Ona najlepiej wie, jak leczyc male czlowiecze smutki... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
13:44, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (2) »
piątek, 30 stycznia 2009
A French man learning English...

Nie moglam sie powstrzymac... ;-)
 
 
12:31, reine_marguerite , Le petit betisier
Link Dodaj komentarz »
Silentium!

Rester dans le silence. Ecouter, dans toutes les vibrations de ses trois syllabes, le mot « silence », c’est déjà jouissance : cela commence par un doux chuchotement auquel succède le lent glissement qui meurt dans l’e muet. La voix qui le module s’éteint, la pensée qui s’en emplit devient souffle pur. Certes, l’entrée dans le silence demande souvent, dans notre monde saturé de sollicitations innombrables, un apprentissage. Il faut accepter de se poser, de laisser les choses qui nous possèdent et occupent notre champ mental. Respirer, lâcher prise, s’abandonner, grâce à divers exercices psycho - corporels, oblige à remonter le courant d’habitudes bien ancrées. Mais peu à peu le goût du silence s’installe ; alors l’espace intérieur se déploie, comme un ciel sans nuage, une clairière ouverte, la mer profonde. Le centre de l’être se met à chanter dans une amoureuse communion avec les êtres et les choses. Bienheureux les silencieux ! (YSE TARDAN-MASQUELIER)

 

11:30, reine_marguerite , Cytatnik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 stycznia 2009
Wyprawy do Como ciag dalszy

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

sobota, 24 stycznia 2009
Tu kiedys bylo zielono

Moje Valenciennes wczesna jesienia... 

Po zieleni juz dawno nie ma ani sladu. Jak nie pada, to wisza ciezkie chmury, a jak nie ma chmur i swieci slonce, to jest zimno jak za cara...

C'est le Nord!

Po tutejszej wiosnie nie spodziewam sie wiele dobrego...

14:38, reine_marguerite , Innusie
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 stycznia 2009
Dawno temu w miescie nad jeziorem Como (1)

 

 

 

Mediolan

środa, 21 stycznia 2009
Wspominki mocno spoznione

Juz dawno po swietach, juz dawno po sylwestrze, a mnie dopiero teraz zebralo sie na wspominki. 

W tym roku (o, przepraszam, w ubieglym starym roku) na Wigilie nie bylo ani karpia w szarym sosie (lub smazonego), ani kapusty z grzybkami, ani przepysznej gestej zupy rybnej z domowej roboty lazankami. Ani makowca posypanego kruszonka i oblanego bialym lukrem, ani dorodnego sernika z polewa, ani pachnacego korzennymi przyprawami piernika pelnego bakalii, ani kompotu z suszonych owocow. Nie bylo tez sianka pod obrusem, pustego miejsca przy stole dla niespodziewanego goscia ani dzielenia sie oplatkiem. W tle nie zabrzmiala zadna polska koleda...

Nie, wlasnie ze nie! Bylo jak co roku, choc puste miejsce przy stole w rodzinnym domu przeznaczone bylo tym razem dla mnie. Moja Wigilia miala zupelnie inne oblicze, co nie oznacza, ze gorsze. Zainspirowana arcyciekawym wpisem o tematyce swiatecznym u Fabelli, postanowilam i ja dorzucic moje trzy grosze. 

Z roznych powodow postanowilam spedzic swieta we Francji. Nie usmiechala mi sie dosc skomplikowana, choc wcale nie najdluzsza, podroz do Polski roznymi srodkami transportu: do wyboru albo kilkunastogodzinna jazda autokarem, albo pociagiem, samolotem i znow pociagiem. Nie powiem, zebym byla fanka takiego sposobu podrozowania, pomijajac wyprawy wakacyjne, gdzie nawet autostop i nocleg pod chmurka stanowia swego rodzaju atrakcje.

Prawde mowiac, w Wigilie poczulam sie troche samotnie. Jeszcze-nie-maz w pracy do siedemnastej, ja sama w domu z kotem, ktory pol dnia spi, i swiadomosc, ze tysiac kilometrow dalej w domu moich rodzicow trwaja przygotowania do uroczystej wigilijnej kolacji. Przygotowania, ktore zreszta znam na pamiec. Nie pozostalo mi wiec nic innego jak kilkukrotnie zadzwonic do rodzicow, spedzajac ponad dwie godziny ze sluchawka przy uchu. Na szczescie rozmowy telefoniczne z Polska mam za darmo. 

A w Sylwestra obylo sie bez tzw. szampanskiej zabawy, huku sztucznych ogni i smaku wina musujacego, szumnie zwanego szampanem, otwieranego o polnocy przy wtorze tych samych, jak co roku, zyczen. Zamiast tego - kolacja we dwoje w domowym ciepelku, a w menu m.in.: i niesmiertelna raclette au fromage savoyard. W sam raz na dlugi zimowy wieczor.

Padlam przed jedenasta. Nie doczekalam polnocy. Nie powitalam wiec nowego roku, jak kaze tradycja, ani szampanem (tegoz wypilismy juz podczas kolacji), ani sztucznymi ogniami, ani na pseudobalu. Spalam w najlepsze, kiedy inni szaleli na parkietach. ;-) I wcale tego nie zaluje.

22:57, reine_marguerite , A la petite semaine
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 stycznia 2009
Czcza gadanina

 

(zrodlo: www.despair.com)

Zdaje sie, ze dotyczy to rowniez mojej wlasnej pisaniny. 

Brak czasu.

Brak weny.

Brak polotu.

 

PS. Dzis wlasnie koncze 29 lat. 

Jako ze do szkoly poszlam rok wczesniej, wszyscy moi koledzy i kolezanki byli ode mnie nieco starsi, niektorzy nawet o rok. Miewalam z tego powodu rozne niemile sytuacje, tylko dlatego ze bylam najmlodsza. Bylo, minelo. Nie moge sie jednak powstrzymac od zlosliwego usmieszku, kiedy z pewnego znanego portalu przychodzi co pewien czas mail: Kowalska(-i) ma dzisiaj urodziny - 30 lat! He he, a ja jeszcze dwudziestka. ;-) Ten sie smieje... ;-) 

O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka