La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
niedziela, 14 października 2012

Nie, to nie reaktywacja.

Nie chce reklam na blogu w stopce, wiec musze cos skrobnac, cokolwiek. Byle bylo. 

 


11:41, reine_marguerite
Link Komentarze (3) »
sobota, 13 sierpnia 2011
Pożegnanie i przeprowadzka

Sześć lat - jak ten wierny pies - na blox.pl.


W opisie swojego blogu napisałam kiedyś: La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, a potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii. Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish'n'chips... 

Francja, choć wciąż bardzo mi bliska, to już przeszłość. Przynajmniej na kilka najbliższych lat. 

Przenosiny z blox-a nie oznaczają jednak, że nie będę już więcej pisywać o Francji. Wprost przeciwnie. Co dopiero wróciłam z Awinionu, gdzie spędziłam ostatni miesiąc, a w maju wybrałam się na tydzień do Bretanii, w okolice Mont-Saint-Michel. 

Jednak moje codzienne i zwyczajne życie toczy się już od prawie dwóch lat po drugiej stronie kanału La Manche (czy może raczej English Channel), na wschodzie Anglii. Pora więc pożegnać Polkę chez les Chti's. 

Francuzica, za jaką się mam (choć jestem rodowitą Polką), ma odtąd nową, równie ciekawą misję na terytorium wroga. :)

Dama z knociątkiem zaprasza więc tutaj:
http://chat-en-oeuf.blogspot.com/

15:54, reine_marguerite
Link Komentarze (2) »
Kot nam się nie udał / Un chat mal doué

 

Il y a des animaux qui sont les plus beaux de leur race, les plus intelligents, les plus doués; ils ne s'intéressent pas du tout à nous; à peine condescendent-ils à nous apercevoir.

Il y en a des un peu moins bien, juste normaux - qui nous obéissent, ou sont censés le faire; les domestiques.

Et puis il y a des animaux ratés, qui font de leur mieux.

Ce sont les plus rares. Un animal vraiment raté meurt à la naissance, en général, ou peu après, parce que sa mère veut lui épargner les affres d'une survie aléatoire avec l'allure qu'il a, et le peu de dons qu'il manifeste. 

Seulement, même chez les animaux, les mères ne sont pas toujours les personnes les mieux placées pour tuer leurs enfants.

Quelquefois donc, il arrive que des petits comme ça, après avoir echappé aux dures lois de la nature et à un instinct maternel défaillant, se mettent à grandir - tout de traviole.

Ils vivent alors les invraisemblables aventures qui leur donnent ces signes distinctifs secondaires époustouflants auxquels on les reconnait ensuite (comme la queue à angle droit chez Margarito) et suscitent partout le même commentaire: "C'est-y pas Dieu possible!"

(Alix de Saint-André, En avant, route!)

10:39, reine_marguerite , Knociątko
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 sierpnia 2011
(Tylko) dwa koty

Choć już od czwartku jestem w Polsce, trudno mi znaleźć czas na pisanie. Tyle mam Wam do opowiedzenia, a tymczasem opracowuję próbki tłumaczeń około 10 książek, które chciałabym przedstawić kilku polskim wydawnictwom. Niektóre z nich chodzą za mną już od kilku lat, inne zaś to nowości.

Poza tym szukam nowej pracy, w związku z czym spędzam sporo czasu w internecie, a w każdym razie przed komputerem, przygotowując różne wersje życiorysów i listów motywacyjnych. Nic się nie zmieniło, na początku września wracam do Anglii, do psa i kota, a przede wszystkim do Pana Obrażalskiego.

Miało być o Prowansji, a w zamian za to pojawią się dwa prowansalskie koty. Tylko dwa, bo reszta nie miała czasu, spiesząc się gdzieś o poranku, lub nie przejawiała ochoty na bliskie spotkania z aparatem. 

 

 


18:13, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Pół chleba i kiszony ogór

Jeśli jutro wtorek, to mam przed sobą jeszcze kilka porannych godzin na papieski pałac w Awinionie i słynny most, z którego pozostało do dzisiaj trzy czwarte i dziura. Za przyjemność tę przyjdzie mi wysupłać z portfela 15 euro, ale czego się nie robi dla sztuki i historii. No bo jak to, spędzić miesiąc w Prowansji i nie być na moście w Awinionie?

A potem już tylko niecałe trzy godziny podróży TGV relacji Avignon - Paryż, a na końcu już tylko ja i Paryż nocą. Ja i znajomkowie. Ja, środa i Paryż. 

W czwartek będę z kolei w Poznaniu. 

Do końca sierpnia.

A potem będzie pół chleba i słoik kiszonych ogórków na jedno posiedzenie.

Prowansja Prowansją, Paryż Paryżem, ale takiego chleba i kiszonych ogórków nie mają. 

Żegnajcie, sery, wino, figi i oliwki, żegnajcie, bagietki i rogaliki, żegnajcie, prowansalskie specjały!

Drodzy czytelnicy, do usłyszenia w Polsce! 

22:14, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 lipca 2011
Jestem do niczego / Bonne à rien

Dawno już nie było tu żadnych francuskich cytatów czy fragmentów książek. Ten poniżej doskonale oddaje mój obecny stan ducha, który nie opuszcza mnie już od kilku miesięcy.

Jedną z moich dość długo ukrywanych tajemnic jest fakt, iż od kilku lat cierpię na depresję. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Tym razem jest naprawdę źle.

Dobiega końca mój pobyt w Prowansji, który z założenia miał mi pomóc, ale nie pomógł. Nie były to wakacje, ale bardzo pracowicie spędzony miesiąc. W przyszłą środę wracam do Anglii. Żałuję, że nie udało mi się pojechać ani do Arles, ani do Orange, Nimes czy St-Remy-de- Provence. 

W kolejce czekają zdjęcia z Bretanii, potem może uda mi się sporządzić kilka ciekawych wpisów o Awinionie.  Jeśli uprzejmie zezwoli na to Pani Depresja. 

Je passe bien un vilain moment. Tous les livres me dégoûtent. Je ne fais rien. Je m'aperçois plus que jamais que je ne sers à rien. Je sens que je n'arriverai à rien, et ces lignes que j'écris me paraissent puériles, ridicules, et même, et surtout, absolument inutiles. Comment sortir de là? J'ai une ressource: l'hypocrisie. Je reste enfermé des heures, et on croit que je travaille. On me plaint peut-être, quelques-uns m'admirent, et je m'ennuie, et je bâille, l'oeil plein des reflets jaunes, des reflets de jaunisse de ma bibliothèque. J'ai une femme qui est un fort et doux êtreplein de vie, un bébé qui illustrerait un concours, et je n'ai aucune espèce de force pour jouir de tout cela. Je sais bien que cet état d'âme ne durera pas. Je vais ravoir des espérances, de nouveaux courages, je fais faire des efforts tout neufs. Si encore ces aveux me servaient! Si plus tard je devenais un grand psychologue! Mais je ne me crois pas en puissance assez de vie. Je mourrai avant l'heure, ou je me rendrai, et je deviendrai un ivrogne de rêverie. Mieux vaudrait casser des pierres, labourer des champs. Je passerai donc ma vie, courte ou longue, à dire: mieux vaudrait autre chose. Pourquoi ce roulis de notre âme, ce va-et-vient de nos ardeurs? Nos espérances sont comme les flots de la mer: quand ils se retirent, ils laissent à nu un tas de choses nauséabondes, de coquillages infects et de crabes, de crabes moraux et puants oubliés là, qui se traînent de guingois pour rattraper la mer. Est-ce assez stérile, la vie d'un homme de lettres qui n'arrive pas! Mon Dieu, je suis intelligent, plus intelligent que bien d'autres. C'est évident, puisque je lis sans m'endormir "La tentation de saint Antoine". Mais cette intelligence, c'est comme une eau qui coule inutile, inconnue, où l'on n'a pas encore installé un moulin. Le trouverai-je jamais?

(Jules Renard, Journal)

13:52, reine_marguerite , Ja z bardzo bliska
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 lipca 2011
Awinion wybudzony z popołudniowej drzemki

Przesiadywanie na jednym z licznych, pełnych o tej porze roku kawiarnianych tarasów w Awinionie (ile ich tak naprawdę jest? sto? więcej?), nie miałoby w sobie tego dnia nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że obok mnie, na sąsiednim krzesełku elegancko przycupnął przepiękny i misternie przystrzyżony biały pudelek z różową obróżką na szyi i czymś na kształt kunsztownie upiętego czuba na szczycie małej, lecz zgrabnej główki. 

Z aromatycznym papierosem w jednej dłoni i szklanką jasnego piwa w drugiej, pudlowi towarzyszył przypieczony prowansalską opalenizną właściciel w białych szortach, lat sześdziesiąt kilka, a może i więcej. 

I choć zawiedzeni będą ci, którzy na jego miejscu widzieli już oczyma wyobraźni wyfioczoną paniusię w różowym wdzianku, to jednak wytworny pudel na krzesełku i jego całkiem zwykły pan stanowili dość kontrowersyjną, a w każdym razie malowniczą parę. 

Bienvenue en Avignon...

Jak się okazało, panowie i panie już nie tańczą na moście w Awinion. Słowo daję, sama sprawdziłam. Dzieją się za to różne inne historie, bo Awinion to przecież - jak co roku w lipcu - teatralna stolica Europy. 

Cykady brzęczą jak pijane, temperatura przekracza 30 stopni, a powietrze drga od gorąca. Atmosfera, jak przystało na połowę lipca, prawdziwie festiwalowa. Tłoczno więc jest i gwarno. To podobno jedyny taki moment w roku, kiedy w Awinionie "coś się dzieje", a wszystko w0koło budzi się z typowo śródziemnomorskiej drzemki. 

Teatralne afisze, przyklejone jeden obok drugiego na każdym wolnym skrawku muru czy ściany, wyglądają jak wielobarwne, krzykliwe murale.

Pięknie jest. I tak leniwie. I szałowo. I pieprznie.

Po prowansalsku. 

14:09, reine_marguerite
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2011
Na dzień przed zupełnie wymiękam

«Quiconque a le malheur d'immigrer une fois - une seule ! - restera toujours métèque toute sa vie, et étranger partout, même dans son pays d'origine. C'est notre malédiction à nous, immigrants.» (P. Bouyoucas)

A la veille de mon départ pour la France j'éprouve déjà le mal du pays. Plus tout à fait ici, mais pas encore là-bas, j'ai peur... 

Jutro wylatuję do Francji. I choć takich wyjazdów było w moim życiu niemało, to boję się jak cholera. Najchętniej schowałabym się gdzieś z dala od wszystkich, nakryła głowę kołdrą i przeczekała, aż wszystko ucichnie. Nie lubię rozłąki, choćby tymczasowej, i nawet jeśli po swojemu cieszę się, myśląc o Prowansji, to i tak nagle przeszła mi ochota na jakąkolwiek podróż.

Może nie będzie mnie tydzień, może dwa, może miesiąc, a może trzy. Zawsze mogę wrócić, choć pierwotnie zaplanowałam sobie lato we Francji i intensywną pracę. 

Wciąż jestem w domu, a już odliczam czas do powrotu. 

Ja to faktycznie jestem jakaś dziwna...

13:33, reine_marguerite
Link Komentarze (2) »
środa, 22 czerwca 2011
Z Cambridge

Być może od lipca będę do Was przez jakiś czas pisywać z południa Francji. Ponieważ jednak nie mam jeszcze stuprocentowej pewności, wolę nie podskakiwać z radości, wykrzykując przy tym: Hurra! 

Być może więc niedługo będę się lansować w Awinionie, a być może zamiast w Prowansji będę siedzieć - jak do tej pory - na wschodzie Anglii. Jedno i drugie mnie zadowala, chociaż do Francji miałabym jechać sama, bez Pana Obrażalskiego i mojej kociej panny. No jak ja wytrzymam tak długo bez nich?

Choć nie kupiłam jeszcze biletu na samolot z Londynu do Marsylii, to zdążyłam już sprawdzić prognozę pogody. Uff, jak gorąco! I choć po swojemu lubię każdą z pór roku, to jednak słońce i upały są dla mnie stworzone. 

W Anglii zaś, po staremu, leje. Ulewę też da się lubić.

Czekając na dalszy rozwój wydarzeń i popijając winko (o godzinie czternastej!), zabieram Was na małą wycieczkę po ogrodzie botanicznym i palmiarni w Cambridge. 

Kilka dodatkowych informacji: 

http://www.botanic.cam.ac.uk/Botanic/Home.aspx

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

15:35, reine_marguerite , Anglia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011
Po bretońsku, ale nie fasolka

Zaplanowałam sobie, że następnym razem zdam Wam relację z moich majowych wakacji w Bretanii. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 


16:19, reine_marguerite , Bretania
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
O autorze
Zakładki:
2. Napisz do mnie: reine_marguerite@gazeta.pl
3. Codzienniki-przelotniki (i nie tylko), czyli Francja w małym paluszku
4. NANCY, MOJA MILOSC...
5. STRASBURG W PIGULCE
6. NA DALEKIEJ PółNOCY, CZYLI W LILLE
7. POCZTOWKI Z DALEKICH KRAIN
8. BLOGI WYBORCZEJ
9. CHEZ LES FRANCAIS...
FRANCJA
KOBIETY
PHOTOBLOGUES
PRASA CODZIENNA
PRASA LOKALNA
TU ZAGLĄDAM
TYGODNIKI

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka