La France - mon pays, ma terre, ma préférence. Tak zawodził pewien pieśniarz, a ja mu wtóruję... Stało się. Pomyślne, jak mniemam, wiatry przywiały mnie na północ Francji - do Lille, potem do Valenciennes, w końcu zaś do Anglii.Po Strasburgu, Nancy, Dijon i Nicei to kolejny przystanek na trasie. Blog w zasadzie powinien zmienić nazwę na: Gdzieś na wschodzie Anglii, czyli La petite Polonaise au pays de fish n chips...
Blog > Komentarze do wpisu
Wypisy z lazurowego pamietniczka ;-)



Jedno z pierwszych zdjec, jakie zrobilam po przyjezdzie na Lazurowe Wybrzeze. :-) Zdarzylo sie to gdzies w sierpniu 2004 roku. Byl to moj pierwszy w zyciu krotki, bo kilkudniowy, wypad na poludnie Francji, nad Morze Srodziemne. Zaproszona na kilka dni, wsiadlam po raz drugi w moim zyciu (kiedys musialo to nastapic, jazda pociagami wciaga ;-)) do TGV relacji Dijon - Marsylia, i po kilku godzinach podrozy wyladowalam w Antibes. Co widac na zalaczonym obrazku. :-)

Morze faktycznie okazalo sie lazurowe (nie do pomyslenia, by moglo byc inaczej), pelno ludu na plazach i wszelkich skrawkach ladu nadajacych sie do lezenia plackiem, niebo bezchmurne, temperatury jak to nad Morzem Srodziemnym, palmy i cytrusy na wyciagniecie reki ;-D, upojne granie cykad...

Kiedy powtornie przybylam do Antibes - 1 listopada 2004 roku - na plazach nie bylo juz sladu po wakacyjnych tlumach (choc nie brakowalo calorocznych amatorow lodowatych kapieli), do tego wiatry i ulewne deszcze przez prawie caly miesiac niczym w porze deszczowej... dojazdy pociagiem do Nicei... A trzeba wiedziec, ze trase (mniej wiecej) od Mandelieu La Napoule az do Monako pociag pokonuje (prawie) nad samym morzem... Wiadomo, bajkowe widoki i tak dalej... "Gdy sie mialo szczescie, ktore sie nie trafia..." ;-) Tak, tak... doprawdy la France est un pays magnifique... :-)

A do tego w niedziele posiedziec na La Croisette w Cannes (tez mi przyjemnosc, skoro wszedzie tlumy jak w okresie swiatecznych zakupow, a wkolo tyle innych urokliwych zakatkow) w nadziei, ze moze gdzies pojawi sie Paris Hilton albo jaka inna "gwiezdzina". ;-)

Tak bywa, lecz fortuna kolem sie toczy... 1 stycznia 2005 nad ranem (a moze raczej w poludnie), juz po sylwestrowej zabawie, zlamalam najmniejszy palec u nogi, biegajac na bosaka po jakims duzym jachcie. Nie moim, oczywiscie. :-)


czwartek, 14 lutego 2008, reine_marguerite

Polecane wpisy

  • Marsylia

    Natrafilam na jedyne zdjecia z Marsylii sprzed czterech lat... Zrobilam je w okolicach dworca kolejowego - mialam jedynie godzine do odjazdu pociagu w kierunku

  • Colmar czyli perelki Alzacji

    Centrum pięknego miasta Colmar to prawdziwy labirynt brukowanych deptaków dla pieszych, przy których stoją odrestaurowane budynki w stylu alzackim, zbudowane u

  • Kazdy pod rękę z homarem ;-)

    Poniewaz Ola zapytala mnie w komentarzu, jak dlugo pomieszkiwalam na tzw. "lazurach", spiesze z wyjasnieniami. :-) W "domu" z przepieknym

TrackBack
TrackBack URL wpisu:

Manifeste pour l'abolition du foie gras statystyka